RSS
poniedziałek, 04 grudnia 2017

Kilka zdjęć Władysława Pisarewicza Jr  (1926-1976) już było. Dziś reszta.

Obaj Władysławowie spoczywają obok siebie. Wdowiec Władysław-Ojciec przyjechał do Kietrza w 1945 sam; jako doświadczony włókniarz dostał nakaz pracy w fabryce dywanów. Wędrował zygzakiem po skosie przez dopiero co wyzwolona Polskę. Z Białegostoku do Kietrza, wszelkimi dostępnymi środkami lokomocji. Znał doskonale wszystkie trzy potrzebne wtedy języki- polski, niemiecki i rosyjski, nie tylko te zresztą. Władysław-Syn przybył do nas niedługo potem.


1946,  Władek Pisarewicz i Tadek Krzanicki w uruchomionej właśnie tkalni. Wcześniej obaj oszklili jej okna.

Mija 30 lat.   1976,  Władysław-syn nie żyje. Kilka zdjęć żegnających  go;   różne miejscach ówczesnego Kietrza, w orszaku może wy, wasi bliscy.



Młodszy Władysław odsługuje wojsko (Wstępnie odrzucany z powodu nadmiernej szczupłości, mówi Komisji, że popełni samobójstwo. Bo jaką wartość ma mężczyzna, który nie był w wojsku. Odzywka działa.) W 1952 jest na Międzynarodowym Zlocie Młodzieży w Warszawie.  Wkrótce potem dojeżdża do Łodzi (prawdziwego centrum Polski dla wszelkich włókienników), kończy technikum/studium włókiennicze przy politechnice. Zacieśnia przyjaźń ze swoją Jawką (porzuci ja, gdy nakażą jazdę w garnach/kaskach), zamieszkuje w welurowskim bloku na Fabrycznej, żeni sięfotografuje (i wywołuje w łazience). Prowadzi ożywione życie towarzyskie, baluje na składkowych imprezach w Klubie, jeździ na wycieczki krajowe i zagraniczne, poluje, występuje w amatorskim teatrze. Zostaje ojcem. Żartuje i wygłupia się. Śpiewa i  gra na bałałajce, ładnie. Majsterkuje, robi córce dom dla lalek i mebelki do niego.  Szczęście mu sprzyja (także we wszelkich losowaniach). Do czasu choroby.


Siedem Dni z Życia Kawalera na Fabr. (Aranżacja Władysława,  trochę pomieszałam?); w męskim gronie u Ojca. (Wokół stołu siedli, białoruski kapuśniak smaczno sobie zjedli?)  Władysław Syn uwielbiał piec i gotować. Barszcz czerwony potrawy z dziczyzny i inne.

'Papiery' i odznaczenia

I Komunia Św. Wandzi w Lublinie i Władzia w Białymstoku; Władek szesnastoletni  Białystok

Różne, wstrząśnięte i pomieszane

1962/63; nieplanowana przerwa w podróży, Pietrowice W.


 

Na Głub. Orła jeszcze nie ma; patrzyłyby na Ośr. Zdr., ale go tu nie ma

 

Tu  Władysław Ojciec. Władysław Syn był Kierownikiem Działu Techniczno Produkcyjnego, mówi o tym świadectwo pracy.

Wycieczki pociągiem i autokarem, po kraju, po Europie

Włókniarze z Kietrza w Ośr. Wyp. w Szymocicach

Władysław Pisarewicz Młodszy w kobiecej roli

Zamierzchłe czasy Kietrza, epoka sadzenia drzew

Władysław i Wanda na pierwszej randce

Zdjęcia, dok. i odzn. udostępniła   Iwona (Pisarewicz) Romowicz; wszystkie zdjęcia, 154 szt.,  przejmie Muzeum głub. 

***

Tym, którzy usunęli  piękne niemłode lipy, piękne  głogi i inne drzewa z rynku, z  innych miejsc, tym, którzy to pochwalają i tym,  którym nowa wizja rynku się podoba  słowa  M. H. Kelly (Nie wiem, gdzie pisarka znalazła te inf., wiem, że do dziś wokół wielu  kapliczek rosną stare lipy, rzadziej  stare kasztany.):

'Lipy. Z radością przywitałam widok ukochanych drzew Najświętszej Panienki. W Polsce lipy otacza się czcią i uważa się, że ich ścinanie przynosi pecha."




21:37, open123
Link Komentarze (1) »
środa, 29 listopada 2017

Odzew czytelniczy na końcu wpisu;

ważne

Wpis  dedykuję 

wszystkim lepszym sortom, m.i. za daleko posuwającym się w  'patriotyzmie',  ku opamiętaniu

autorowi niedawnego bardzo pogardliwego wpisu na forum Kietrz.vcity, dla przypomnienia

To ja, a to cytat z ohydnej dla niektórych Gazety Wyborczej, słowa Jarosława Kurskiego:


1. Polenlager 92

Pod pamiątkową tablicą uroczyście,  w obecności kilkudziesięciu osób złożono ostatnio kwiaty. Samochody jednak nie chcą opuścić tego miejsca, nie chcą też 'dać żyć' sąsiadom z Łamańca (parkują im tuż przy oknach), ani nam, przechodzącym obok witryny sklepu mięsnego (blokują sobą  chodnik w jego najwęższym miejscu). Nowiutki  parking od str. Okopowej jest za daleko?

O obozie  działającym w l. 1942-1945 możecie poczytać w internecie. Jest opis obozu i warunków w nim panujących, są wywiady z więźniami, jest też o włosach (z cyjanowodorem), które wielu pracowników Weluru widywało (obecnie w Muzeum Auschwitz). Krematorium tu nie było, była koncentracyjna/gułagowa  rzeczywistość. Przeludnienie, głód, zimno, duchota,  wszy, znęcanie, przymusowa praca, selekcje, wywózki starców, sortowanie i znikanie dzieci, rozstrzeliwania, każdego tygodnia nowe zwłoki. Był obóz-getto, mur o wys. 4m, była brama z napisem,  fabryczne okna, których się nie otwiera.  Praca u bauera, w fabryce zbrojeniowej, w mleczarni, w cegielni i jadło jak w Auschwitz. Dla niepracujących (dzieci do l.12 i niezdolnych do pracy) jeszcze mniejsze jego ilości. Niektórzy z więzionych zostali  po wojnie  mieście,  w okolicy. Na str. ipn.gov.pl jest 'Postanowienie o umorzeniu śledztwa' z 2010. To wycinki stamtąd:



Stefan Zemła, nastolatek, pracował u dekarza Ernsta Chudoby. Chudoba mieszkał z rodziną w małym, odsuniętym od ulicy  domku na Krasińskiego. Przyzwoicie tam 'Sztefana' traktowano. Matka Stefana, Władysława,  była przez kilka lat więźniarką Achschwitz-Birkenau. Pamiętana przez Kietrzan jako wspaniała kobieta leży na naszym cmentarzu.

Stanisławę Bomba  w obozie uwięziono wraz z malutkimi córeczkami, Wandzią i Halinką (Wspomniany Stefan bawił się z dziewczynkami, kiedy mógł, przypominały mu jego maleńką młodszą siostrę.) Stanisławę, jak wszystkich pracujących, strażnicy co dzień po apelu eskortowali do pracy, dzieci zostawały w obozie. Pracowała w gospodarstwie naprzeciwko Sz. P. na Głowackiego u bauerów Georga,  Gustava  i bauera-młynarza Johanna Maissów. W gospodarstwie był wiatrak, obecny właściciel domostwa jego pozostałości usunął dwa lata temu. (U Maissów pracował także jeden z więzionych Romowiczów, Zbyszek.)Kiedy wojna się skończyła Stanisława zamieszkała w miejscu swej codziennej przymusowej pracy. Znaliście ją może jak Stanisławę Motyka. Stanisława próbowała przemycać do obozu jedzenie dla głodujących -jak wszystkie niepracujące osoby- córeczek. Dwa kartofle. Ugotowane dla bydła/świń w parniku wykradła i schowała w ubraniu, na piersiach. Niestety, zauważono. Miała Stanisława piękne długie ciemne włosy, motała je jakoś na głowie.  We włosach przemycała śladowe ilości jedzenia dla córeczek. Niestety, zauważono. Ścięto jej włosy, na widok tej innej 'obcej' Mamy córeczki się rozpłakały. Co Halinka pamięta z Polanlager 92?  Pewien  poranny apel,   wcześnie rano,  bardzo zimno. Chłopczyk płacze, upada. Niemiec podchodzi i kopie go.  I dźga go, przydusza lufą karabinu przytkniętą do szyi. Pamięta też blondynkę  Frau Kupka, 'przedszkolankę' z pejczem. Kiedy z pełnego dzieci lagru rodziców wyprowadzano do pracy,  dziećmi zajmowała się właśnie ona. Czy dzieci rozumiały jej niemieckie słowa 'Mówcie ciszej'? Pamięta też Halinka chwilę, gdy dwaj strażnicy na bramie przywołali ją i jej towarzyszkę. Dali im po cukierku. Błogość w ustach. Pamięta też  wyczekiwaną czarną kawę nalewaną do menażek.

Romowiczowie, rodzina przeszła przez niemieckie obozy nazistowskie (Hela była w Niemczech na robotach przym). Obozy w miejscowościach Pogrzebień-Racibórz-Kietrz. Emilia i Karol,   dzieci Hela, Zosia, Jerzyk, Czesław, Zbyszek i Heniek urodzony w obozie. Jak wspomniano, Zbyszek pracował u bauerów Maiss na Głow. Pracował też u bauerki na Traugutta, owdowiałej Elżbiety Fleischer. W jednym z tych gospodarstw dostawał mleko, które zanosił do obozu maleńkiemu bratu. Myślę, że to Elżbieta Fleischer (osoba z koligacjami, o czym już mówiłam we wcześniejszych wpisach) mogła wymóc takie   odstąpienie od reguł. Zastanawiałam się, za jakie 'przestępstwo'   Zbyszka Romowicza,  mającego wtedy 9-10 lat, ukarano nocą spędzoną w lochu-piwnicy w towarzystwie zwłok dwu osób. Wiem już, że mogła to być 'kradzież' obierki brukwi. Nie wiem i zdaje się nikt nie wie, gdzie była Krzyżowa Góra na które rozstrzeliwano więźniów, ani w którym to miejscu chowano każdego tygodnia kolejnych zmarłych. Wiem, że rozstrzeliwano na Okopowej i pod murem wokół kościoła św. Tomasza. Kościelny pagórek to Krzyżowa Góra? Zbigniew Romowicz jest pochowany na naszym cmentarzu obok żony Gertrudy. Pracowała w GSie, szefowała w Bajce, wcześniej była pielęgniarką Szpitala głubczyckiego. Kietrzanie przychodzili do niej do  domu na Głub, koło UMiG, prosząc danie zastrzyku, Może i was w tyłek leczniczo ukłuła?

 Siedziba Fleischerów, miejsce pracy Zbyszka dziecka-robotnika przymusowego


2. Wojenni pracownicy przymusowi (mieszkający poza Polenlager 92)

Także niektórzy z niewięzionych w lagrze skazanych na przymusową pracę w Katscher (obecnym Kietrzu)  i w pobliskich wioskach zostali tu po wojnie.

Władysław Kubiczek z pięknej wioski Sól (pod Żywcem) pracował u jednego z kowali w Pilszczu. A kowali było tam czterech- Gustaw Heinrich, Wilhelm Klemenz, Max Krauze i Franz Stawarz. Stanisława Kubiczek (siostra Władka) pracowała u bauera w sąsiedniej wiosce, dziś czeskiej. W Oldrzyszovie może? Cecylia Maziarz (wtedy jeszcze pod panieńskim nazwiskiem) pracowała u bauera na Kilińskiego, gdzie było dużo krów=dużo roboty, nie rozpieszczano jedzeniem. Pracowała tam także Stefania Wyporska (wtedy jeszcze Ligus)  i inni.  Obok stołu dla gospodarzy stał stół dla Przymusowch, gdy gospodyni nalewała sos dla lepszego stołu, po chwili  dolewała coś do pozostałego sosu i podchodziła do gorszego stołu. 'Snowa chluszczonku nalewajet!', mówił Rosjanin-Przymusowy. 'Was is das 'chluszczonka'? stale pytała gospodyni. Wincenty Maziarz po upadku Powstania Warszawskiego stał się przymusowym robotnikiem u bauera na Głub, gdzie dziś radca prawny. Po wojnie dzieci tego bauera przyjeżdżały do Kietrza, odwiedzały Wincentego. Franciszek Wyporski (później mąż Stefanii) pracował u bauera na Górskiej. Oto Cecylia i Wincenty


To usłyszałam  od W., życzliwej i mądrej, ciekawej ludzi i świata kobiety.

1. Miejscowi nie życzyli sobie wspólnego z Przymusowymi udziału we mszy. Przymusowi modlili się więc wokół malutkiej kaplicy Pallotynów, przy schodkach po drugiej stronie kościelnego muru. Odwiedziwszy powojenny Kietrz mówił o tym, ktoś tymi modłami kierujący albo  mszę tam odoprawiający. Jego polszczyzna zdradzała zagraniczność, mógł to być ksiądz/zakonnik z parafii,  z niezburzonego jeszcze klasztoru Pallotynów.  2. W piekarni w Raciborzu była Rosjanka? Ukrainka?, Przymusowa. Ciągle zła, ciągle powtarza: 'Ja was pozabijam.' Jadała to co gospodarze. Przyszła do niej paczka z domu, gospodarze ciekawie jakież tam frykasy. Podejrzeli- czarny chleb i garstka pestek słonecznika; musiały pachnieć Wolnością. Wolność- nie każdy to pojmuje, nie każdy zna wartość. 'Czarny chleb, czarna kawa, .... opętani ... Wolnością.' 3. W wiosce X były trzy dziewczyny, Przymusowe. Wieczorami spotykały się nad rzeczką. Rozmawiały, śpiewały. Wioskowy policjant Niemiec życzliwie kręcił się w pobliżu każdego wieczora. Tego dnia dziewczyny jakoś nie nadchodziły, policjant zaczął sobie nucić miła melodię,  może tylko pogwizdywał? Nadbiegły wystraszone dziewczyny. Gorączkowo go uciszały. Nucił/gwizdał sobie 'Jeszcze Polska nie zginęła'.

3. Zofia, Dziecko Zamojszczyzny i Pan Krauze (kont.)

Zofia pozwala, jej zdjęcie poniżej. Zdjęcia dobrego człowieka, Józefa Krauze -który wraz z żoną Aleksandrą przygarnął, zaopiekował się,  uratował Zosię- nie mam.  Wysiedlenie jesienią 1942 Zosi  i jej rodziny (Parczałów) z podzamojskiej wioski, z domu, który ojciec Zosi (stolarz) wybudował dla swej rodziny  skończyło się dla jednego z jej braci, jej rodziców i innych krewnych śmiercią w Auschwitz. Zosia, starsza nieco siostra i młodszy brat gehennę i zimowy transport z obozu w Zamościu  w nieznane  przeżyli. Dzięki cudowi, dzięki kolejarzom i innym dobrym ludziom z Siedlec, z Mazowsza. Zofia i wycinki wspomnień spisanych przez konspiratora, kolejarza, dobrego człowieka Józefa Krauze:


O koszmarnym transporcie Józef Krauze pisze to, co znajdziecie w internecie. Bodajże 30 stycznia 1943, podczas wielkich mrozów na stacji w Siedlcach  kolejarze  wynieśli z wagonu-'zamrażarki'  zwłoki 23 osób (zmarło jeszcze 5 osób). Udało się wynieść cudem  żywych jeszcze 30 dzieci. Przemarzniętych, wychudzonych, wygłodzonych, brudnych,  zawszonych, a nawet jak Zosia chorych na tyfus. W szkolnym budynku nakarmiono je przygotowaną zupą. Ludzie zabierali je do siebie pojedynczo, ale zabrano też dwu braci  razem. Kilka dni później w pogrzebie   28 zmarłych  wzięło udział 10 tys. Siedlczan, wcześniej pospiesznie przygotowano zbiorowy grób.

Jeszcze raz Gaz. Wyb.; wybrałam z artykułu Z. Grabowskiej o wystawie Nie tak dawno, nie tak daleko.

Wielu z nas czarnowidzi podobieństwa. Poczucie wyższości, trujące zielsko wyrosłe z  dumy narodowej i  rasowej, patriotyzm stający się nacjonalizmem, faszyzmem. Makiaweliczne wyrachowanie sterujących tym liderów i  zaślepienie, potulną zgodę, bezmyślność, kto wie co jeszcze rzesz oddanych liderom.

***

W najnowszym nr Nowin Raciborskich Ksiądz J. Gacka i lekarz pietrowicko raciborski, który także w Kietrzu pracował.

Kietrzańskie i inne zdjęcia Władysława Pisarewicza (syna) to  ciąg dalszy, który nastąpi. Poniżej kilka zdjęć, na nich także zmarły właśnie ks. J. Gacka  (Władysław Pisarewicz zmarł w 1976).


***

Wkrótce druga, ostatnia część dodatku nadzwyczajnego , będą to w 99% zdjęcia.

Wspomniany mail/odzew

Ojciec opowiadal mi, ze po wojnie w tym domu co teraz na jego miejscu jest lamaniec, byly szkielety ludzkie. Pewnie to byli wiezniowie polenlager. Przypomnialo mi sie, ze naprzeciwko liceum -jak  boisko robili- na nasypy przywozono czarna ziemie z mnostwem kosci. Poczatkowo myslalem, ze to kosci zwierzece, do momentu az zobaczylem ludzka szczeke. Nie wiem, skad przywozono ziemie, ale to moze byc rozwiazanie zagadki pl92. Kosci te beda w nasypie pewno do dzis. Ktos musi wiedziec, skad była ta ziemia.

Ja pamiętam, że pierwsze traktory z ziemią i kawałkami cegieł, kamieniami przywoziły traktory z Kombinatu (patronującego SzP1, Liceum i ZSW patronował Welur). Dziś ta ziemia  jest pod nawierzchnią boiska przy chodniku.

 


.

19:09, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 września 2017

Piątek trzynastego (13.10.2017), właśnie czyszczę ślimacze muszle. Puk-puk do drzwi; dostaję spory stos zdjęć kietrz. sprzed pół wieku  i parę innych rzeczy. Wszystko związane z pewnym nieżyjącym Kietrzaninem. Co z tym zrobić, hmmm.  '45. Dodatek nadzwyczajny'? W nim świadectwo z konstytucją z roku 1953?


Hej-ho , hej-ho

Do Pietrowic by się szło.

(14 i 15 pażdz., kolejna wystawa ptaków i małych zwierząt, głównie królików)

Wystawców będzie w tym roku  tysiąc.

(Tak, naprawdę 1 000)

Ucieszysz oczy, to mogę przysiąc.

Nie pokażę 'papierów' Zofii,mówi się trudno. Szczepan Hashler to Kietrzanin, żandarm polowy  Legionów Piłsudskiego. (wykaz.muzeumpiłsudski.pl nie podaje jego nazwiska (Hashler/Haschler/Hasler/Haslar), nie ma tam również dwu innych, ojców  Kietrzan, ani znanego mi z podwórka w Wołczynie legionowego muzyka F.P. Wykaz jest bardzo niekompletny, trzeba go uzupełniać podając odpow. inf.)



Po kulturę  do Bolatic (Na kolejne ich święto kartoflane z zupą, plackami, muzyką dziś nie pojechałam, tak jak nie pojechałam na spotkanie z L. Wałęsą. Ponowna wizyta w skansenie też chyba jutro przepadnie. 'Deszcze niespokojne ...') Kultura w Pietrowicach W. kolejny raz zaliczona- padał tylko kapuśniaczek.  Boboluszki  mnie czegoś nauczyły. A co do lokalnych  ślimaków, chyba jestem gotowa pooznaczać swoje  wstężyki  zgodnie z regułami, np jako Y0000 (żółty bez pasków). Sudice ;  wioska  remontuje kapliczkę; wewnątrz niespodzianka i sto nowych pytań. Lubotyń, wielka piaskownia od str. Nasiedla zrównana z ziemią. Dzielów, św. Jan Nepomucen wrócił odnowiony. Ludmierzyce, jakieś ślady kolei żelaznej?

Między nami ślimakolubami; snail hunting i snail hunterzy (dla celów naukowych, ślimaki nie tracą życia, ani wolności). Przez kilka miesięcy przyglądałam się kietrzańskim ślimakom skorupkowym (okolicznym też, ale znacznie rzadziej). Nie miałam pojęcie, że TO ma już nazwę, że poszukiwani są wolontariusze snail hunterzy, że jest stosowny filmik tutorial. 30 września, od 11.00 do 12.10 'upolowałam' ponad setkę, 4/5 to wstężyki gajowe, 1/5 ogrodowe. Jeszcze chwila a dotknę takiego gołą dłonią? pozwolę wędrować po ramieniu?

Trudnym przypadkom trzeba się lepiej przyjrzeć, najwyraźniej się nie stresują.


Winniczków niewiele; ten powyżej w Jamie. Wstężyków zatrzęsienie, zwłaszcza gajowych 'niemoralnych' (wstężyk gajowy to Cepaea nemoralis, 'nemoralis 'znaczy leśny). Wśród wstężyków kolorowo jak w bajce. Nie trzeba nurkować w ciepłych morzach, szukać rafy koralowej. W cichszych miejscach Kietrza są przyrodnicze cuda-niewidy. Poznałam ostatnio takie  obiekty i słowa: wstężyk, wstężyk gajowy (C. nemoralis), wstężyk ogrodowy (C. hortensis), bursztynka. I parę innych. Przekonałam się, że istnieją ślimaki lubiące upały, słońce. Poznałam kilka  ulubionych, ślimaczych miejsc. Poniżej niektóre wstężyki z mojej ślimaczej galerii i dwa  z kilku mini ślimaków, zapewne dwie bursztynki  (w rzeczywistości te  mini zwierzaki były  mniejsze niż na zdjęciach); na gazecie różowe muszle znalezione jako puste na Traug., tu  już po umyciu i natłuszczeniu:

Brązowy wstężyk to rzadkość, wśród moich kietrzańskich wstężyków to chyba 1%, może nawet mniej.




Piaskownia znika, w jej pobliżu widok na Kietrza (i padalec wygrzewające się w nagrzanym piasku i słońcu)


Bolatice, w sezonie skansen zaprasza w każda niedzielę, przy skansenie ogromny zbiór kamieni, także zdjęcia i nieco znalezisk archeolog. Powiedziano mi, że złoża gipsy ciągną się spod Dzierzysławia i Kobierzyc aż do Opavy. W skasenie najbardziej mnie poruszyła skrzynka żołnierska i  spory zbiór pralek w drew. obudowie (jedna elktr. reszta nie). Ciepłe buty do jazdy konno, gliniane formy do pieczenia- zaskoczenie. Słyszę: 'Nikt mi nie powiedział, że w Bolaticach jest skansen; my często jesteśmy w Bolaticach.' Cóż, jazda rowerem pozwala zauważyć więcej, lepiej się przyjrzeć (Jeśli nie leje.)


Program kilkudniowej imprezy w Pietrowicach W. znajdziecie na str. wioski. Ja byłam tam tylko kilka godzin w sobotę (Wśród zamiejscowych gości  gliwicki biskup, profesor.) Był autor książki P. Newerla. Znam książkę, obie wystawy także obejrzałam (spróbuję jeszcze raz pojechać, może przed zamknięciem zdążę jeszcze raz obejrzeć pradawny sierp i poczytać o nim. Niestety, nadchodził zmrok, pewien mówca nie chciał kończyć swego tematu- przepadł mi odczyt na który bez końca czekałam, o krawcach pietrowickich. W książce jest o ślusarzu z Kietrza który w 1828 utopił się zimą pod Gródczankami, o żołnierzach Sobieskiego  na Wiedeń jadących z Rud przez Racibórz, Pietrowice (tu nocleg), Kietrz, Rozumice, Opavę. Wg relacji rotmistrza W. Kunaszewskiego 25 sierpnia 1683  pancerne chorągwie Sobieskiego  przejeżdżają przez Kietrz. A Król podobno zawsze był przy nich.


Na wystawach mnóstwo zdjęć, aktualnych i dawnych i mnóstwo  innych pamiątek.

Tu m.i. drewniany sierp i  'wymienne ostrza' z krzemienia do niego, drewniana waliza lekarki


Kietrz skansenu nie ma, zbiorów geol., wystaw zwierząt, jarmarku przysmaków, targu staroci i wielu innych ciekawostek też nie. Ale coś tu mamy. Tajemnice i zaskoczenia niemal na każdym kroku.


Udało mi się pojechać do Boboluszek dwa razy. Młynu nie remontują, do skałek nie zdążyłam w tym roku dojechać,  znalazłam krewniaka naszego tygrysa. Po czeskiej stronie, w Skrochovicach puka historia, wojenna.

Wysoka po dożynkach; Boboluszki, Skrochovice (dziś to część Bromovic)


Helmut, ostatni  młynarz Boboluszek, w wielkim młynie mieszkał ze swymi psami.

Niemłody, ale od Tigera młodszy; temperament mają identyczny. Pies z Boboluszek mieszka w miłym miejscu.

A to nasz tygrys (Tiger), mieszka na Fabr., urzęduje na Wojska Pol. Ma ponad 15  lat.


Skrochovice, tu nad rzeką opustoszały folwark (rodziny Skrochovik?), remiza z zagadkową tablicą, skład drewna (Szyszkomania tu sięga?) i cmentarzyk z grobem Polaków. Oraz pociągi, b. ruchliwa trasa Krnov-Opava i życzliwi ludzie.

Przy prawym boku kościoła nisza z tabl. pam. ufundowaną przez B. Skrochowik (właśc. pustego folwarku?); na wielu grobach zdjęcia,  na dwu twarze zmarłych wytrawione w kamieniu; przy wejściu na cmentarz grób zbiorowy Polaków.


Już wiem, że w Skrochovicach na terenie byłej cukrowni (tu gdzie dziś remiza i skład drewna) we wrześniu 1939 zorganizowano obóz dla internowanych z Katowic, Cieszyna i ich okolic. W styczniu 1940 obóz zamieniono w obóz dla jeńców woj. Internowanych, którzy przeżyli poprzednie miesiące rozesłano do obozów konc., wśród nich Gustawa Morcinka, śląskiego pisarza. Ja i moi rówieśnicy (w tym słynny prezes) znamy Morcinka z wielu książek, z podręczników i lektur, 'Łysek z pokładu Idy' to jego dzieło. W 1945, po skończeniu wojny, znaleziono na terenie obozów szczątki 13 internowanych tu osób, przeniesiono je na cmentarz, postwaiono tablice z nazwiskami (niektóre imiona pomylono). Inf o niektórych z tej trzynastki podaje str. www.straty.pl.

Sudice, wieś remontuje obie kapliczki cmentarne


Ludmierzyce, kiedyś pociągi jeździły.

Pietraszyn, dziś można zajrzeć. Zaskoczenie podwójnie miłe.


Pod Nasiedlem pojawił się znak dla pielgrzymujących  szlakiem św. Jakuba (muszla). Z Hnevoszic i z Pietrowic W. pielgrzymowano niedawno.

Na przystanku PKS prośba


'I to by było na tyle.' Nie będę tu bez końca zaglądać, żeby przedłużać dostępność blogu.

Być może w jakimś innym miejscu utworzę blog jako www.strych3... (coś tam jeszcze), byłby poświęcony moim kresowym przodkom, a właściwie ich poszukiwaniom. Zdziwiona wśród inf. o przodkach znalazłam Herosa Masajów (złudzenie optyczne, naprawdę to po łacinie 'majątek Manajów'.)

Rok 1854,  Bahry- tak czasem przekręcano nasze Bachryj/Bahrij (prawdopod. pochodz. tatarskiego, 'sokół'). Ten Mikołaj znalazł się w nieoczekiwanym dla nie miejscu miejscu. Św. Barbara, opiekunka górników, w okolicach Sambora (żupy solne!) cieszyła się wielka renomą.

Nie wyklęci tylko zmarli /polegli podczas wojny bolszewickiej (1919-20).


Czarnooki wstężyk ogr., strojnica baldaszkówka, biedronki  i ja mówimy

Żegnajcie Ziomale :)


01:05, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 sierpnia 2017

 

Zofia, Zamojszczyzny Dziecko; Szewcy; OSP;  Burger; Lody Różane

Po pierwsze-Protestuję-Siekierą i piłą bawić się niemiło

Nie dotrzymuję słowa  z powodu Zofii. Rozmyśliła, nie chce publikować swego zdjęcia. Nie pokaże obiecywanych dok., nic więcej nie powie? Poczytajcie o takich jak ona wyrzuconych z domów,  rozdzielonych z rodzicami dzieciach Zamojszczyzny. Przekazuję co od niej usłyszałam, co później zanotowałam.

Wojna trwa bez końca. Zosia, l.10, mieszka z rodzicami i rodzeństwem na wsi k. Biłgoraja, Zamościa. Dom jest duży, taki dla dużej rodziny postawił jej ojciec. Najstarszy brat, już ożeniony, mieszka w pobliskiej wiosce. Tego dnia do wielu domów wioski wtargnęli Niemcy. Chwila na zabranie jakiegoś tobołka. Oszołomionych wieśniaków przewieziono do obozu przejśc. w Zamościu. Rodzice i brat znaleźli się w baraku nr 13, Zosia i siostra (l. 12) w innym. Przerażenie, rozpacz bez końca. Apele, głód, tzw zupa z brukwi, biegunka, wszy. Ludzie z ich wioski i bratowa przychodzą, przez druty próbują przerzucać uwięzionym jedzenie. Zosi i rodzeństwu czasem udaję się coś złapać. Brat przekradł się do nich z baraku nr 13, przyniósł  jedzenie, Zosia płacze, chce do rodziców. Brat- nie da się, sam nie wie, czy uda mu się przekraść z powrotem. Rodziców zabrano do obozu koncentracyjnego (Majdanek?), tam zginęli. Rodzeństwo po dwu miesiącach załadowano do pociągu,  wieziono je  również do obozu konc.? Wiedząc o transporcie dzieci  partyzanci wykoleili pociąg, jak mówi Zosia. A może zgodnie z planem dzieci nie zakwalifikowane do zniemczenia, ani  do zagłady przywieziono do Siedlec, żeby je tu na dorosłych niewolników wychowano (Gorszy sort wymslono przed JK)? Przychodzą ludzie, Polacy, by spośród dzieci przygarnąć któreś. Czas mija, kolejne dzieci odchodzą. Zabrano siostrę, zabrano brata, Zosia nikt nie zabiera.

Rozpacz coraz większa, co z tego, że siostra na pożegnanie szepnęła: 'Nie płacz, Zosiu, przyjdę jutro do ciebie". Podchodzi pewien niemłody Pan: "Czego ty tak płaczesz?', Zosia tłumaczy.  'A pójdziesz ze mną? " "Pójdę'. Tym zbawcą był Krauze, Polak o niem. nazwisku. Kolejarz mieszkający w pobliskim kolejowym budynku. I ojciec partyzantów, sam także w  konspiracji,  nie raz zabierał ze sobą Zosię, gdy jechał pociągiem w odwiedziny do swych dzieci partyzantów.

Przychodzą do domu. Pani (dama, elegantka) pyta: 'A kogoś to przyprowadził?" Zabiera brudne, zawszone łachmany, kąpie Zosię i sprowadza lekarza. Lekarz mówi w nieznanym języku; 'tyfus". Zosia na diecie, ciągle kleik z kaszy jęcz.  Aż tu nagle..., Pani wyszła, drzwi zamknęła, nasza Zosia nuż do dzieła. Pani nasmażyła cały stos pączków. Wygłodzona w obozie, zmęczona nudną, skromną dietą Zosia rzuciła się na kuszące pączki. Odgłosy torsji zaalarmowały sąsiadkę, a i Pani szybko wróciła. Rewitalizowały  Zosię. Wielu osobom, które przetrwały miesiące a nawet lata obozów konc. takie właśnie dorwanie się do jedzenia odebrało życie.

Nadchodzi front, najstarszy brat skądś wie,  gdzie znaleźć dzieciaki. Przyjeżdża i zabiera do siebie. Wojna się kończy, czas mija, brat poważnie choruje na gruźlicę, wkrótce umrze. Zosia ma już 18 lat, słyszy o wyjazdach na Zachód (na tzw. Ziemie Odzyskane). Zastanawia się co robić. Chory mówi : 'Jedź, tu dla ciebie nie ma przyszłości.' Zosia wyjeżdża z koleżanką. Najpierw zamieszkuje w Bliszczycach, potem przenoszą się do Kietrza. Przyjeżdżają prawie nocą, szukają noclegu. 'A czego wy, dziewczynki, szukacie?' pyta  Władysława Zemła ( O niej,  jej mężu dużo było w Kietrz i okolice1). Przygarnia dziewczyny. Na piętrze domku  na Okrzei  Zosia mieszka 8 lat. Pracuje w fabryce dywanów. Przeprowadza się, wychodzi za mąż i znów się przeprowadza. Rodzi dzieci.

Aż tu nagle ... . Puk-puk. To Krauze! Wywiedział się gdzie Zosia, przyjechał. Pobył parę dni, zostawił jej jakieś papiery mówiące o jego działaniach.

Kaszy jęczmiennej Zosia nie tyka.

1942, Halina (l.14) mieszka w Zamościu. Pomierzono , opisano, przeprowadzają na niej eksperymenty. Tato pracuje w elektrowni, każą ją zdemontować, by wagonami powieźć do Niemiec. Tato i reszta prac. ukrywają wyposażenie, do wagonów pakują cegły. Rodzina ucieka z Zamościa. (Może będzie więcej).

Szewcy (c.d). Nie na wiosnę, dopiero na lato przyszły do mnie te półbuty (firma z Niepodległości). Z letnich się wycofałam, był już 1 sierpnia- czas letnich wyprzedaży! Na co tu jeszcze czekać. Zauważcie dokładność szwów, wewnątrz znów cielęca skórka. 


Wśród kietrzańskich szewców robiących dobre i ładne buty, byli bracia  Wincenty i Józef Białkowscy. O ich butach słyszę od X i od córki Wincentego: 'Szył dla nas piękne buty". Czarne buty zamawiały u niego siostry zakonne. W Trzebomiu poznałam Strzybnego, jego ojciec miał zakład szewski na przedwojennym rynku w Kietrzu.

29 lipca, sprawdziłam drogę do Grodczanek, mimo deszczów przejezdna. Choć upał jutro pojadę komfortowo  przez Tłust., Pietr.W., Grodcz.  Sprawdziłam też moje kietrzańskie ślimaki nr1. Co ja słyszę? Remiza? OSP baluje, a więc to dziś zjechali się zaprzyjaźnieni strażacy; była władza, był ksiądz. Nieproszonym gość, ale dostaję więcej niż prosiłam, także medal  i znaczek.

Straż poż. w Kietrzu założył dziadek prof. Joachima Pokornego, ich rodzinny dom to tzw internat męski na Cegiel. Profesor pisze tak (inf. od Piotra S.):

Okręgowym mistrzem kom. był także Kodron, którego dom w Jordanie pamiętają   osoby mieszkające w Kietrzu od lat 1960! 'Villa Kodron' do zobaczenia w internecie, rozdwojone drzewko przy niej to wielka dziś glediczja. Willa stała gdzieś pomiędzy sceną a glediczją. Wg mnie Kodron mógł być przedwojennym   szefem straży poż.

Młodzi Panowie Dwaj; Aranżacja w Czerni

 

Wracając od strażaków przechodzę k. pawilonu. Na placyku Michał i Robert. Wiem  od Ani, że burgery są smaczne, ona poleca.  Wiem od X, także od Michała, że ze świeżej polskiej wołowiny (100%). I bez wegety, kucharka. Bułki -świeże-  są pieczone w piekarni. W tej chwili nie ma ustalonych godz.,  ale starają się, by po południu było otwarte od 15.30? 17.30? (piętnastej? piątej). M&R, stoliki,  leżaki, taborety zapraszają. Dziś w sobotę, otworzono o 10.00 rano. Jadłam;  msz frytki smaczne; i chrupiace, i miękkie w środku, niektóre długości krokodyla (wg mnie to zaleta). Burger/kotlet smaczny, soczysty,  nieprzesmażony. Salsa tak pikantna jak lubię (średnio na jeża).


***

Na was może nie robi to wrażenia albo nawet się podoba. Ja protestuję i się  przerażam.

Kałach+przedszkolak biało-czerwony

Zajrzałam na początek Głow., dwa pierwsze platany jeszcze są. Na Krasińskiego, na rogu Woj. Pol./Matejki,  tak jak na rynku,  na skwerku przy Niepodl./Głub. urzędowa zagłada drzew. Czegóż oczekiwać od osób prywatnych.


Jesteście pewni, że waszych drzew inie wytną? Nasadzą wam lepszych?


Nie było nas,  był las. Nie będzie nas, będzie las. Przestarzałe. Piły i Siekiery niosą odnowę. Przyszła 'dobra zmiana', pozbawiła słowa ich prawdziwego znaczenia, na opiekuna lasów wyznaczyła szalejącego drwala itp.Słyszę 'prawica zawsze chce dobrze'. Ja trzymam się z daleka od prawicy, lewicy, średnicy. Wiadomo; najgorszy sort, zdradziecka morda. Demolka i ścinka na rynku  mi się nie podobają. Będą nasadzenia zgrzyta mi jak wykonać telefon, jak mieć albo wręcz posiadać wiedzę.  Lubię rovery i rowery, a rower obcy jest  polskości. Gazetę czytam nie taką jak należy, czujni zwracają mi uwagę na ulicy. Dlaczego zamiast zrozumiałych polskich słów pierwszy sort serwuje nam rewitalizacjęsuwerena, gorsze bo polskie?

Odnowienie zabytku, rzecz pozytywna. wróci w to miejsce? 'Przez ostanie 10 lat  na rynku nikt nie siadywał.' Udowadniać, 'że się nie jest wielbłądem'? Wy i ja wiemy, jak naprawdę  było.  I wiemy, że ludzie mieli swoje  ławki (Mul...kowie,  Marian Szymański,  Zofia Wołkowicz/ Szwast,  młodzież szkolna). Przyszły rynek mnie nie zachwyca.


Lanie wody- przepisy: powyżej 30 st. C obywatelom należy  się kurtyna wodna. Wg mnie to marnotrawstwo, to brzydkie. Kto zapłaci? Nie widziałam nikogo, kto by się chłodził. Ale X   mówi: 'We czwartek przyjechałem z Rac.,  pochlapałem się'. Nooo! Sobota,  gorąc, nie leją. ?

Takie czasy, nadużywana się  barw, flagi, symboli i podniosłych słów. Wandale zniszczyli pomnik poległych żołnierzy przy wyjeździe z wioski Dzbańce.

Blogu 'Kietrz i okolice1' już nie ma,  ale gdzie indziej  zdjęcia pomnika PRZED nadal znajdziecie.

Żeby nie tylko zrzędzić dodam na koniec zdjęcie napoleonki? muszkieterki? (Owad ma na głowie/na kapeluszu znak litery N/M, tu niewyraźny),  lodów w Kędzierzynie koło dworca PKP. Idealne, zero bryłek zamarzniętej wody;  różane z dyskretnie różanym  zapachem  i smakiem. 


Welur się trzyma (litery są czerwonawe).


                Sprzęt sprawdziłam. Do  biwaku zniechęcił mnie alergizujący komar.           

Asia (Joanna Wach, l. 42) odeszła.


00:15, open123
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 czerwca 2017

Patrzę na rynek w tv na żywo i przecieram oczy. Na większości moich rynkowych zdjęć nie widzi się UMiGu z jego kamerą, a kamera   widzi i pokazuje nie rynek, tylko wycinek rynku. Poniżej 3 gazetowe wycinki i  7 dni z najnowszej historii rynku. Jego ...  zaczęto w piątek (16-06-2017), zdjęcia pokazują sytuację z 17-23 czerwca.

Szesnatego czerwca roku pamiętnego

Zjechały maszyny do rynku naszego...


 

Widuję też inne, czasem milsze rzeczy. Milsze to głównie przyrodnicze (śliski temat). Tu grzyby przy Jamie (czarka austriacka) i pod ławką na Promenadzie; kwiaty w RGG i  w domu; ślimak pod Rozumicami i na kolejnym talerzu z targu (Na talerzu mam super rzadkość-  ślimaka lewoskrętnego, taki się zdarza jeden na milion ślimaków).



 Lang.-Żer., coś się dzieje. Jest  jeszcze gorzej. 1 lipca tak

Jesienią 'tylko' tak


Arboretum w Grodczankach, złamanie zgłoszono 2-3 tyg. temu w ich urzędzie. Zapomnieli?  Mają w nosie? Tak ma być, kto się zna ten wie?


Welurowskie Wspomnienie


22:29, open123
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 grudnia 2016

Generał A. von M. w Kietrzu- wpis 32

Straszne rzeczy się dzieją w świecie, w kraju.

Miasto, burmistrzowie

Burmistrzowie

1808-1811  Rong

 J. Weish

 G. Sierkawsky

Geinert 

  F. Doniges

... Heisler

 A. Groetschel

 Ant.Renner

 J. Mais

 R. Worbs

  E.Kodron (Kominiarz, strażak i właśc. willi w Jordanie?)

 1935 T. Makowski

Ogrodz. Domu Dziecka przypomina to w Baborowie, przy pięknym domu (Josefa Muchy?), już pokazanym.

 



Buk ścięty;  o współpracy drzew, grzybów i innych sekretach w tej książce

Dziury





Ulewa zastała mnie na spacerze; widoki z i spod wlotu do alei kaszt.


Ogromne kolekcje w pewnym domu, tu tylko frag. zbioru zwierząt

Na row. i pieszych szlakach obrodziły owady, grzyby; żywy biegacz z Trzeb., martwe piękne coś na Okop., pasiasty ślimak (ślimak może być lewo- albo prawoskrętny) z kleszczowych zarośli przy Gips. Feluś to kot Kietrza, ten z ogonem też, trzeci -Halinek, bliźniak Felusia?- z Wołczyna. Jork głubcz., cyrkowiec w Grobnikach, shar-pei też w pobliżu, jednorożec na dworcu PKS.



Przed 1945 X hodował w okolicy trufle, miał  specpsa (to dowodny pies romański).

Sromotniki -podobno jadalne, nawet lecznicze- na trawniku pod Ośr. Zdr., inne grzyby  pod miastem; róża koło Bajki.


Kwiaciarni Magnolia działa od 1985 (w tym samym wieku jest cukiernia założona przez A. W. Gałeckich). Bukiety, wieńce; doręczanie  kwiatów zamówione gdzieś w świecie, dekoracja domów (i kościołów) na święta i inne ok.;  obecni są na Facebooku itp, itd. Zanim otworzyli sklep kazano im m.i. zaliczyć kurs fitosanitarny. Grzecznie pojechali do Prudnika; słuchają o pomidorach, słuchają o sałacie. W przerwie pytają wykładowcę, kiedy będą  kwiaty. 'Kwiaty??? Skąd jesteście? Z Kietrza? No, tak.'

Wydeptaliśmy w kwiaciarni 


Magnolia to Jadwiga i Mirosław Tomalowie, ale i Bańkowscy, rodzice. Bańkowscy pojawili się Kietrzu w 1946, sporą część wojny biedowali, głodowali na zesłaniu. Niżej Zdzisława Bańkowska z d. Gadżała z rodzicami; Gadżałowie przyjechali tu z kresowej Magdalówki ( 'Gadżała' pochodzi z ormiańskiego).

Ślub Zdzisławy i Aleksandra Bańkowskich, za Panem Młodym Jan Wojewódka. Tak, tak, ten od kiosku ( w miejscu Kurczaka), lodów, ciastek.

Aleksander -krawiec z zawodu- jeszcze niedawno zespołowi tanecznemu wnuczki szył spodnie,  przed laty pracował w spółdz. krawieckiej na rogu Rac. (dziś Biedronka), m.i z Kazimierzem Pochwałą. PRL rolników i rzemieślników traktował podejrzliwie, kontrolująco. Kiedy Aleksander postanowił 'się pobudować' odszedł z krawiectwa do Weluru. Na zdjęciu z I. Komunii jego córki Jadzi drugi po l. to K. Pochwała, na drugim końcu jej Dziadek i Wujek- Wład. i Jerzy  Gadżałowie.  

Zdzisławę Bańkowską kojarzę z naleśnikami (z serem), które trzymała w piekarniku, żeby wracający do domu kolejny członek rodz. mógł zjeść ciepłe. I z wspaniałym  kuchennym kredensem, jaki u Bańkowskich i Tomalów zazdrośnie podziwiałam kilkanaście lat temu. Aleksandra można spotkać na zakupach.

Warszawa/zykalna rodz.-wojna.  Ur. pod Warszawą, potem w tejże, tam  zdobył mistrz. szewskie i kaletnicze (na szewskie 'zaliczenie' uszył parę oficerek, skrzypiących, oczywiście). Schwytanego w wojennej łapance wysłano na roboty przymusowe; cztery i pół roku niewoli.Po wyzwoleniu znalazł się w Drawsku Pomorskim, tu poznał przyszłą żonę. Po kilku latach przenieśli się do Łęczycy, rodzinnego miasta Józefy.

Józefa Ulanicka, po m. Łosiewicz (1926-96) również była na robotach przym.. Trafiła tam mają mając 15 lat! Trzy lata poniewierki, głodu w przyfabrycznym obozie przeżyła dzięki kartom. Stawiała wróżby, także  strażniczkom obozowym, płacono jej chlebem;  wróżenie było zabronione! W dodatku ośmieliła się wywróżyła jednej, że jej narzeczony z wojny nie wróci. Faktycznie, przyszła wiadomość, że poległ. Za :( wróżbę strażniczka żadnych przykrości nie robiła.


Brat Józefy, Ignacy Ulanicki, był więźniem obozu konc. w Buchenwaldzie. Uratowała trąbka, grał w oboz. orkiestrze.

Józefa wysokim sopranem pięknie śpiewała arie op., Mieczysław wspanmiale grał na harm. ustnej, muzyczne geny przekazali córce. Józefa była dyrektorką przedszkola, kochała dzieci, pracę. Jednak mając troje własnych maluchów, zrezygnowała z pracy zaw., (Mąż nalegał). Dzieci dorosły -ma 50 l. Robi upr., kupuje sprzęt, otwiera zakład fotograf. A mąż- PRL, socjalizm, indywidualni rolnicy i rzemieślnicy mają się stowarzyszać w spółdz., kołchozy. Mieczysław nie ula naciskom, nie przystępuje do spółdz. Odbierają mu prawo do szycia butów, toreb, nie dostaje skór, może tylko naprawiać; wielka degradacja, także finansowa. Jednak szyje buty dla rodziny. Córka (ulubienica) pamięta swoje piękne pantofle- kozaczki na ekspres (zamek),  czerwone lakierki, czarne czółenka. Do śmierci żony, którą nazywał mateńką, Mieczysław jest w Łęczycy, potem mieszka w  Kietrzu. Tu rozpieszcza wnuków, tu grymasi, gdy córki nie ma (nikt inny mu nie  dogodzi).   Umiera mając 102 lata.

Mikołajki zapraszały do  fryzjerek pod ark.

Wesołych Świąt


3-06-2017, przy Jamie


02:01, open123
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 lipca 2016

To płynie statek Troja? Czarna bandera. Dreszcze przechodzą, czy przecierasz (od Strachów na Lachy):

Na końcu Al. Lip brutta figura robi  śmietnik.  Fonomonitoring? Na pierwszym zdj. śmieci z 8 lipca; obok starsze, słoik nieopodal- w pniu po lipie, gdzie  wcześniej rosły  grzyby. Amator/ka ciastek też tu właśnie  zostawił śmieć, a  pizzojad upamiętnił się przy cm.

 

  

Na Górze Gips. też się ktoś popisał.


Ne tylko psie kupy etc, kolejne nieszczęście to drzewa. W Kietrzu i pietr. arboretum. Czerwony buk zgłosiłam dziś w Urzędzie, parę dni temu 'donieśłam' o barszczach (Urząd prosi o zgł.)

                 

 Nie wszystko źle idzie. RGG kwitnie, koszą  i barszczopsikają. Na zlec. Gminy robił to w ub. tygodniu Wojciech Lewandowski. WL jest także na filmiku o RGG (youtube), z 2001? Dzięki starości filmu można dostrzec ile pozamiejscowi przyjaciele RGG dla niego i dla nas zrobili.


Przy okazji, może Urząd,  do wiadomego tekstu o RGG (na swojej str.) zechciałby dodać jakieś zdjąteczko, a nawet więcej zdjęć? Oglądając wspomniany filmik trafiłam na youtubowe relacje z zalanych chodników Gipsowni. Wodne relacje są chyba 4, plus wstępna sucha. Szukajcie 'Dzierżysław Krab Gipsownia'. Uwaga: Albo w trawach RGG, albo w trawach  drogi do łuków Gipsowni dopadł mnie kolejny kleszcz, strzeżcie się!

Dzięki albumowi J. Dudy wiem, że na dwu zdj. poniżej jest szałwia okręgowa (Kwiaty ma na  'piętrach' dookoła łodygi.), a na nast. ośmiał m., wrotycz baldachogron. i dzwonek brzoskwiniol. Nakrapiany ośmiał m. (Rośnie  obok,  nie w RGG, dzwonek też) długo był dla mnie zagadką ; kwiaty ma żółte, niepozorne.




Ratownicze dla RGG koszenie ujawniło duże głębokie doły, pułapki dla nie dość ostrożnych. Na tym  zdj. wielki dół jest tylko zasygnaliz. na pierwszym pl.; biała plamka niżej to kwitnące barszcze. Należą do Nadleśn. Rudy Rac., o ile dobrze rozumiem. Są także barszcze gminne, kombinackie i inne. Właściciel gruntu ma obowiązek tępienia swojego barszczu. Barszcz sobie taką politykę chwali. Ten na kolejnym zdj.  lada dzień wyda nasiona. Polecą dokąd zechcą, nie zapytają właściciela gruntu, czy wolno się zakorzenić.

W pobliżu RGG, przy drodze do Gips.


Zabytek na Stadionie. Ok. 25 lat temu Włókniarz Kietrz był powszechnie znany, na mecze w Kietrzu ściągały tłumy alienów; Włókniarz i Odra Opole były wrogimi plemionami. Zabytkowa konstr./klatka  powstała dla ujarzmienia niesfornych (Wcześniej  postawiono mniejszą, nie zdała egzaminu). Z tej skorzystano tylko raz, przebywali w niej kibice  Odry Opole.


Usuwając z kietrz.podwórka betonowy słup, X trafił na wykopalisko z datą 19.V.91 (Musi to być 1897).

Żeromskiego. Staje dom, naprzeciw piękny widok z liliami, mój aparat go nie ogarnia, sprawdźcie sami. Sumaka g. nie polecam, b. inwazyjny,  na zdjęciu to widać. Pies ładny i  czujny, widuję go tu od 2014, kiedy jest zawsze mnie wystrasza.



Muzyk (multiinstr.) i rowerzysta, Alfred Bezpalków; obecnie w Rac., do niedawna w Kietrzu. Urodził się w wiosce, z której pochodził przedstawiany już,  starszy od Alfreda Leon Sorokowski (syn właścicieli małego wiejskiego sklepu zamordowanych w 1945 wraz z trójką Leonowego rodzeństwa i jego kuzynką). W Kietrzu chodził do szkół i zdał maturę. Utalentowany muz. -tak jak jego matka (Piękny sopran, na Kresach śpiewała w chórze.) i grający na skrzypcach wujek samouk- na studia muz. wyruszył do Katowic. Nikt mu nie doradzał, nie zachęcał, sam wiedział, że dla niego jedyna droga.Na uczelni doradzono mu wybranie fagotu jako jednego z dwu gł. instr. (obok fortepianu). Po studiach grał w Orkiestrze Operetki Gliw. Z jej solistką, Kietrzanką  Stellą Osuchowską się nie stykał; artyści i muzycy to były dwa różne światy. Ale dobrze pamięta S. Osuchowską śpiewającą 'Arivederci Roma' na naszym stadionie, jej piękne długie warkocze.


Kiedy do Operetki przyjeżdżała wycieczka z Kietrza, Alfred nieraz korzystał z podwózki, z kietrzańską rodziną był stale w kontakcie. Jego rodzice także przyjechali do Operetki, chcieli przecież posłuchać i zobaczyć syna muzyka. W 1975, po śmierci ojca Alfred wrócił do Kietrza. Pracował w Szkole Muz. w Rac., grał też w tamtejszej Orkiestrze (Miała swój naprawdę świetny okres, prócz stałych muzyków grali z nią artyści dojeżdżający z większych ośr. muz.,  grano symfonie i lżejszy repertuar; potem przyszło oszczędzanie, zniechęcające ograniczanie  prób etc.) A. Bezpalków uczył także Kietrzan w ramach ogniska muz., dawniej i mniej dawno; m.i. pianistki Franię Sz.,  Annę H., Olę Cz., skrzypaczkę Anielę Sz., saksofonistów  Andrzeja D. (Miałam przyjemność posłuchać go na szkolnej akademii kilkanaście lat temu) i jeszcze młodszego Mariusza B. (Mariusz, niestety,  zmarł kilka lat temu.) Kiedy już kojarzyłam Alfreda Bezpalków, widywałam go zawsze z nieodłącznym  rowerem. Dziś cieszy się, że do łask wrócił akordeon (Chciałby mieć instrument lepszy niż jego Weltmeister.), korzysta z telewizji włoskiej (Cantando Ballando i inne programy).  O muzycznej drodze Alfreda Bezpalków powiedział mi jego szkolny kolega, E.M.

Już nie sam, jest drugi wiatrak. Dźwig stał tygodniami, aż wreszcie  długa gąsienica wyległa na drogę, grzała się w słońcu. Kiedy wracałam z Dzielowa, Rakowa była już mocno skrócona.


Z Tłustomost do Rakowa pyszna polna droga, o ile sucho.


Róże, w Tłust. i koło naszej Rozdz. (to ul Polna?)


W Rakowie bingo! Otwarta kaplica/kościół

Sport; w Kietrzu na każdym kroku napięcie piłkarskie

W Dzielowie groza. Kapl. zabytkowego Nepomuka -ufundowana przez miejscowych młynarzy- pusta. Nie bój nic. Zabrano do renowacji. Nepomuk  ranny w czasie ostat. wojny -leżał w błocie obok kapl. i gł. drogi jako  żołnierz- stracił kilka palców. Renowacja poprawi mu   oczy?



W przeddzień wakacji IIIb -dziś to już IVb- z Panią (Dorotą Ż.) swawoli w Jamie; oto ich zielony sztandar i inne akcesoria:

Tydzień-dwa wcześnie z Jamy widziałam jakiegoś ...zaura? smoka?

                        

O takich grzybach na niebie (po rażeniu jądrowym w wiszącej/nadchodzącej III W. Św.) uczyłam się latami.


Głub.-Playboy-Króliczek

Prezydent Biedroń i poseł Dera; Prezesa PiS widuję/czytuję na stronie Daily Mail- referendum musi być powtórzone, konserwatystom Jarosław dodaje otuchy. BBCNews pyta: Kto będzie zrywał nasze truskawki?

Żegna was gminny? barszcz zuchwalec przed Krotoszynem.


Ufff. Reszta do dojrzewalni?

03:37, open123
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 kwietnia 2016

O  kopalnych mięczakach z Kietrza (m.i. Corbula gibba) napisano książkę, do nich,  do naszych znalezisk archeolog., do mamucich kości przyjechali naukowcy w  1932. Słyszałam wcześniej o kościach okol. mamuta, X obiecał  pokazać je przy nast. spotkaniu.

Lubię www.selskebaroko.cz,  architekt. ciekawostki z  Czech. W  naszej okol. też cenimy piękno.   Dziś głównie ogrodz.; dawne i powoj., kietrzańskie i z Ludm., Czerw., Bogd. (Skoro mowa o Czechach/Czechii; w www.colours.cz  o kolejnym festiwalu w Ostravie; 14-17 lipca, koncerty, dyskusje, warsztaty; dzieci każdego wieku i niepełnosprawni mile widziani- dzieci do 140 cm wzrostu wstęp darmowy, młodzież zniżki, niepełnospr. specjalne platformy widokowe i zniżki dla nich&opiekunów.  Tysiące młodych z G. Śl. i inni Polacy korzystają z tej imprezy.

Piękny młody zabytek rdza  zżera, cieszcie oczy póki jest.




Kim byli przedwoj. kowale-twórcy, może to  Kopatsch  (1895) i niektórzy z poniższych (1935 i 1940)? Dostęp do niemieckich ksiąg adresowych (1935 - 1940) dzięki D.G.

Adasch G. -Bandersky M. -Bernard F. -Bernard Johann -Bernard Josef Dittmar O. -Dzimiera A. -Foitzek W. -Kabella H. -Mu:ller H. -Pause O. Reinert M. -Ronge A. Teller J. -Ullrich J. -Warzok Alois -Warzok Adolf Winzek ... -Wisura A. -Wyrtki A.

Met. ogr. wykorzystują  różności, także eSy, fale, serca, figury geom.


Selskebaroko pokazuje ornamenty obecne i nas. Mi.i.  balustrady (poziome pasy ozdobnie ułożonych cegieł) na Remizie, słoneczko (okrągły lufcik obmurowany cegłami-promieniami) na Betoniarni, krzyże i kwiaty w Maciow. i Odrz., Boże oko na Okop., attyki&półkolumny etc na UMiGu i Awangardzie, serca, nisze i figurki na Nabrz. i w Dobrosł. (tamże Grajek),   daty i inicjaływ Krzan. 




Inne. Wiadukt z Wierzbna, 2 det. młyna w Sułk., pałacyk myśliwski i jego bud. gosp. w Szczytach, dekor Pawilonu (z brakującym dziś el.), stodoła Migaczów, ogrodz. w Rakowie, det. kam. krzyża i krucyfiks z kapl. w Dobrosł.; lis w Rohovie, bocian w Kietrzu.


I jeszcze inne



Jama wysprzątana, zaprasza. Pawilon- przyjazne drzwi,  klimatyz.  przyjazne pobliskim Kietrzanom (Cichsze od innych, więc i droższe); otwarcie- czw. 21-04-'16. Drzwi 'sie wygły', ale nadal tamują i trują. Msz  przydałoby się nam więcej  ławek (Z oparciem i podłok. po bokach), także  w zacment. alejach. Chętnie siadała na ławkach odwróconych w stronę Mick./Księżopola, Nasiedla/N. Cer. Nie marzę już o tabl. inf. o drzewostanie Jordanu, o podobnych na temat świata zw. Promenady, Jamy, alejek śnić nie będę. Melduję tylko, że M. widuje od zimy czaplę siwą (zawsze tylko jedną) na łąkach przy Hub. i RGG.



Lochy  Pawilonu. Rozległe piwnice o wys. 2,70 przysposobiają, wielu liczy na prawdziwą siłownię. A czemuż-by-nie  Szkoła i Klub Flamenco/Tanga/Samby/Salsy/Stepowania itp (zumba się bez trudu aklimatyzowała), Schron Nocnych Marków Bezsenników i/lub  inne światowości, fantazje. ;)

Podobno Biedronka zamknie się na miesiąc, zainstalują piece do wypiekania pieczywa na miejscu (Taka moda, pieczywo przyjeżdża mrożone sklepy same je wypiekają).  My, bardzo prehistoryczni, jeśli już, to kupujemy chleby z lokalnych piekarni; bez poprawiaczy i niekrojone, w dodatku zjadamy je czerstwe.

Takie osobiste inf (tu o urodzeniu w stolicy) każą mi przystanąć,  pomyśleć nieznanym mi zmarłym.


Nacierają fiołki i bażanty. Leśne fiołki w RGG (niebieskie i bezwonne), pachnące fiołkowe połacie w i ponad Al. Kaszt., bażanty w środku miasta i na obrzeżach.






Także dzięcioł duży nie zważa na ohydne otoczenie stadionu, w dodatku nie jest tak płochliwy jak te z Prom. i spod Jordana.

Makolągwa; przy drodze Kozł.-Kietrz martwy  makolągwa w stroju godowym (czerw. plamy pod gardłem i na głowie), z ziarnkiem w dziobie.


Śmiałek na naroż. dębie (Kośc./Okop.)


Ćmy. Ten motyl   (mniszka brud. nr2?) i mniszka brudnica odleciały, ale ćmę denatkę dołączyłam do zbiorów.

Było już jednodniowe lato


Dom Kultury; ulepione latem plastusie i 'obrazki'

W Wielką Środę kolejny raz tułam się do Koźla i z powrotem.


Na naszym targu metalowe kopyto do wzięcia


Kościół w Jakubowicach (o jego pożarze wspomniałam) dawno już odnowiono.

Wśród kotów przykre poruszenie. Zniknięto ich sporą gromadkę, dziwny ktoś i szczury się cieszą.


Wikingowie w Raciborzu, Kietrzu? Mów mi 'Dziadek.'  Rocznicowy Król Niedżwiadek.

Mieszko I z Wikingami, (Mieszko, czyli Misza/Miszka tak pieszczotliwie  mówi się o niedżwiedziu). Miał u swego boku Wikingów, inni Piastowie także;  Wikingowie pływali naszymi rzekami, handlowali (walki były mniej ważne). Jest  teoria, że Mieszko I był Wikingiem z urodz., dla mnie równie fantazyjna jak ta, że Krzysztof Kolumb to nasz zaginiony Władysław Warneńczyk.  Zapominamy czasem o fakcie, że nasz słodyczowy  Mieszko  był dziadem Kanuta II Wielkiego, króla Anglii i Danii. Szukaj: 'Wikingowie na ziemiach pol.', 'Wikingowie na G. Śl.

Zmarł trener dżudo z sukcesami,  Edward Faciejew, Wołczynianin, jak ja. Czasem mknęliśmy z pociągu do Ogólniaka razem- Edek, Staszek O. i ja.



21:01, open123
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 marca 2016

Lada chwila 5. rocznica rozpoczęcia prac  blogowych, sponsorowania. Najwyższy czas stwora głęboko zamrozić. Zdążę napomknąć o  szeroko znanych mięczakach z Kietrza?

1. Zagraniczni korespondenci, Darek G. i A. Dobroschke rozszyfrowali kapliczkę

Litery JF z obu stron niższego krzyża to inicjały Johannesa Fleischera, bauera z Traugutta.  Panowie Dwaj wyjaśnili też zniknięcie J. F. z księgi  adresowej pomiędzy latami z 1940;  uległ on wypadkowi samochodowemu w 1938, wypadek był poważny i doprowadził do śmierci w 1940. Od kapliczki do rogu Woj. Pol. i Fabrycznej, a potem w dół wzdłuż ulicy biegł czerwony ceglany mur, wielu z nas go pamięta. Mur wyznaczał dwa boki posesji Fleischerów;  w 1933 złożył Fleischerom  wizytę Generał Feldmarszałek (o tym więcej w komentarzu poniżej i we wpisie nr 2). Kapliczka ma metalową bramkę -drzwi brak-, identyczne metalowy ażur widzimy w furtce i bramie posesji od strony  Traugutta. Kamienne el. przy ogrodzeniu na Traugutta to echo lepszych czasów posiadłości (część butelek wykadrowałam).

                           

                              

Podobne ogrodzenie przy  domu na Racib., gdzie ceglane słupki z metalowym zwieńczeniem;  bramka rodzinnego domu prof. J. Pokornego (Potem  był to internat męski). Takie szpiczaste zakończenia prętów spotkamy w każdej okolicznej miejscowości.  

             

             

Feldmarszałek przed dworkiem Fleischerów, po prawej widoczny gmach Weluru.

Traugutta i Fabryczna; Welur i dworek Fleischerów. Widać, że  pańska siedziba.

Wolno mi pokazać wycinek znaleziony przez HH? Jubel, weterani, nazwiska Kietrzan, ul. Kozłówkowa, starosta, grafowie i generałowie; śniadanie stawia J. Fleischer?

Nazwisko to samo, czasy podobne. 

                             

Rodziny Pokornych (może i Meyerów), Fleischerów, Spillerów, Schmacków   były ze sobą  powiązane.  Magda Spiller (adwokatowa, żona Hansa) i Elly Fleischer były córkami Theodora, a siostrami Kurta Schmacka, właścicieli cegielni, willi Hubertus, Gipsowni itp, itd Zaś żona Kurta Schmacka, Emilie Vlahovitz von Dragomirest(i) to córka Alexandra Vlahovitza von Dragomirest(i), kolegi grafa Edgara. Graf Edgar, przedostatni z hrabiowskiego rodu właściciel Krowiarek,  sprowadził tego kolegę, Alexandra właśnie, a Alexander swoich rodziców (ojciec Aleksandra ostał zarządcą pałacu w Krowiarkach, a  żona Aleksandra  przebywała później przy córce Emilie w Kietrzu,  razem z jej rodziną opuściła miasto  w w 1945).  Piątka z szóstki dzieci grafa Edgara urodziła się w Kietrzu- Karol, Franciszka, Hans, Maria i Małgorzata (mają po 4-8 imion, poskracałam). Graf Edgar żył w l. 1859-39.

[Troszkę o życiu  Kurta, Emmy i gromadki ich dzieci w i pod Kietrzem, dużo o  1945- ostatnich miesiącach ich pobytu w Kietrzu, o dwu ewakuacjach i o nowym etapie życia w Niemczech  piszą  Vinzenz i Kurt Schmack. Jest także mowa o 'niemiecko polskim burmistrzu' F. Bernardzie,  którego krótkie zawiadowanie naszym miastem niektórym  wydawało się nieprawdą. Szukajcie w Google 'Heller Schmack Katscher']

2. Nasze drewniane drzwi zrobili niektórzy z tych kietrzańskich stolarzy (spis z l. 1935-40) :

Alscher E. -Bernard G. - Bernard M. -Dwucet M. -Faulhammer E.- Gassong O. 

Glatzel W. -Gurk P. -Hantke K. -Ho:pfner H. -Jaschke P. -Jeschonek P. -Klo:sel R.

Kraitzek F. -Kutschik P. -Lasar J. -Lehnert M. -Lerch R. -Mais W. -Meisner R. -Mende J.

Moritz M. -Mu:ller P. -Nowak E. -Ostarek P. -Preis M. -Proske A. -Proske J.

Purschke R. -Rother J. -Schatke P. -Schiwon J. -Schwartzer R. -Schwer A.

Scho:wa:lder O. -Teichmann F. -Thil A. -Wizisk O. -Wycisk A.

Bezowodzenia szukając nagrobka któregoś z tych  stolarzy trafiam na ten grób. Krakówka to znane w Kozłówkach miejsce, gdzie znajdować się miały restauracja i kino. Księga adresowa podaje Isidora Krakowka jako mieszkańca tej wioski w l. 1935 i 1940. Inny Krakowka mieszkał wtedy na Rynku w Kietrzu. Bardzo młodo  zmarła Gertruda.


Takich specjalistów było tylko dwu, więc bez trudu ich dołączam; właściciele cegielni przy torach to Schmackowie, Theodor , potem Kurt.  Cegielnia między Mickiewicza i Lubotyńską należała do  Johannesa Kotterby. Po pierwszej nie ma ani śladu.

3. Amelia; mała dziewczynka dała nazwę kawiarni. Amelia jest czynna także  w niedziele, w niektóre dni od 7  rano; cztery stoliki. Ciasta przyjeżdżają z Raciborza, smak ich znacie z Bolka  i  cukierni obok niego. Prócz ciast kawy, herbaty soki i nie tylko.Pierwsi klienci nie tylko zadowoleni, wracają kupić ciasta na weekend. Planuje się  także stoliki przed kawiarnią.

    

4. Nasz człowiek


Dzieje się.

I po kominie

   

  

Pawilon stoi; kolejne pojawiające się i znikające góry gruzu każą się zastanawiać,  czy w środku coś jeszcze  zostało.  

Ruskie, ja w  obronie waszego dobrego imienia. Pewne dostępne w mieście tzw pierogi ruskie przeszłe siebie i konkurencję.  Zawartość sera mieściła się w nich ostatnio w przedziale 0-1%. Danie (niesmaczne) nie było też skażone pieprzem, przysmażoną cebulą. Coś w nich prócz ziemniaków  było,  odrobina vegety? Podravki? Co prawda seroznawcom wystarczyło zerknąć na cenę produktu. Ruskie Z serem podobno muszą kosztować 24-30 zł za kg.

Pieski nasz kochane. Spacer w godz. 10-11 (przed południem) przeżyłam, ale apopleksja i pogryzienie były o włos. Dziś Długa, Żeromskiego, Langenowska, Raciborska, Długa. Żeromskiego: Znienacka o palpitację przyprawia  niewidoczny brytan.  Po chwili atakuje mnie agresywny pekińczykowaty luzem i bez dozoru. Dobiega, odbiega, dobiega, szczeka jak wściekły,  szczerzy zęby;  za siatką jego bliźniak -ale  normalny-  symbolicznie szczeknął. Ledwie odeszłam kawałek przy ogrodzeniu  kolejny agresywny. Lata jak oszalały tam i z powrotem, szczeka szczerzy zęby, podskakuje. Tym razem czarno biały kundel. Zanim trochę odetchnęłam byłam  na Raciborskiej. Tu  znów jakaś psia wścieklizna. Znam z widzenia/słyszenia wiele takich wrogich przechodniom psów. Na Głowackiego, Żymierskiego, Krasińskiego, Kombatantów? (koło Sz P), Długiej, Kochanowskiego, Lubotyńskiej, Traugutta  itp.

Koty. Co tu gadać, ktoś najwyraźniej potruł koty Okopowo-Łamńcowe. Wielbiciel/-lka gryzoni? Nie widuję mojego ulubieńca młodego  Rudasa, który pokazywał się jeszcze parę dni temu. Buraska,  jak inne, znikła wcześniej. 


Te koty nie powiem,  gdzie się uchowały.

Ipswich miasto jeży, w ciągu 2 lata pokazało się tam 2 500 zwierzaków. Buduje się nawet schrony? szałasy? dla jeży. Jeż, nocne zwierzę, zalicza spacer 3 km, o ile są prześwity w żywopłotach itp. Lubi też chować się w liściach, gałązkach pod krzewami. Myślałam 'Kietrz  miastem kotów', czystych zwierząt niepotrzebujących koszy, zbierania ich kupek, dokarmiania. :( Już się nie dziwię, że X martwi się o nasze wiewiórki. Chciałby podczas niedzielnego spaceru pokazać je dzieciom, o ile nie wyprzedzi go pogromca.

Dawne wysypisko,  musi tu bywać głośno.


Tereny spacerowe - Promenada i alejka milicyjna-  wolne są od agresywnych psów bez dozoru (od psich odchodów na każdym kroku nie są wolne). Tu i na Rynku pokazało się niebo z wyjątkowym wzorkiem.




Książka z biblioteki, tu  Jędryskach i Hartmanach (tych z cmentarnego nagrobka)

'Ku pokrzepieniu serc',  2016 -rok Sienkiewicza, stosik przy śmietniku. Ten niekompletny  'Potop' się rozsypuje, kontener to właściwe miejsce dla niego..

Sięgnąwszy po długiej przerwie do B. Franklina odkrywam kawałek  roku 1985. Marzyciele, chcieliśmy  pokoju. W epoce przed internetowej  wracała i odchodziła moda na 'łańcuszki'. Ten naiwny, ale szlachetniejszy od innych. I bez łańcuszkowych obietnic, gróźb.

N i e  zamknięty

Zmarła Sąsiadka, wdowa po jednym z trzech pierwszych w powojennym Kietrzu listonoszy. Pochodziła z Kresów, pracowała w Welurze. Kilkoro dzieci z naszego podwórka nauczyła piosenki 'Stuka ptaszek w okieneczko'.




23:37, open123
Link Komentarze (1) »
środa, 23 grudnia 2015

 

W e s o ł  y c h

Ś  w  i  ą t


Letnia niedziela, Bieńkowice i Tworków. Bieńkowice, wreszcie docieram do Kronikarza Rodziny X i wioski. (Informacje od niego i od jego siostry spotkanej rok-dwa temu przekazuję z pamięci, dziurawej.) Wspaniali Brat, Siostra, cała wiejska rodzina; w poprzednich dwu  pokoleniach rolnicy, lekarz, kilku księży (Jeden z nich trafił do obozu konc., gdzie za odprawianie mszy dla współwięźniów został stracony, jego dwu braci także zginęło na wojnie, w tym  lekarz). Jeden z tych rolników Ignatz Pawlar z dwoma innymi bauerami -Paulem Kaspischem i Franzem Vyschkoni-  wyruszył z Bieńkowic na pielgrzymkę do Ziemi Świętej; był rok 1889. Kronikarz gromadzi pamiątki rodzinne i wioskowe, wycinki gazetowe, rzeczy codziennego użytku. 1. Dzeworyt, dzieło księdza F. Pawlaraprzedstawia prawdziwe sceny  ucieczki z Bieńkowic do Grzegorzowic w 1945 ( W internecie dostępny   Tagebuch księdza Franciszka Pawlara z tego roku; w Youtubie film o Biekowicach, bodajże 'Z biegiem Psinki').  Najmłodszy syn Korczoków podczas tej ewakuacji przemycał przy sobie, w beciku niemowlęcym monstrancję. 2. Kościół i pomnik na obrazie pędzla Latona; zdjęcie oryginalnego pomnika i moje zdjęcia pomnika i dawnej remizy poniżej kościoła..

Podczas2 D2ołączam zdjęcie tego pomnika sprzed lat i zrobione przeze mnie, także moje jęcie dawnej remizy,

   

   

  

3. Świątek. Lampa ze świecą i karbidówka. 5. Trep i drewniane okute koło.

W podobnych chodakach mój krewny, T.R. (1927-1987), zbiegł z transportu do kopalni w Donbasie. Wysłany/zesłany/deportowany? przez Niemców/Rosjan/Ukraińców?

6. Słup graniczny i doczepiony doń krzyż. 7. Jan Jambor (1891-1985) z pola bitwy wyniósł rannego w pachwinę Adolfa H., znanego potem jako wąsikowaty lider nazistów. 8. Introligator Josef Cwik, w powiecie raciborskim pierwszy taki jeździec i właściciel pojazdu.

 

9. Kronikarz, zbieracz i wędkarz Franciszek Korczok. Z jego zbiorów eksponaty powyżej i dwa poniżej; dziękuję za nie. 9-10. Książka i  księża (bracia) Franciszek i Antoni Korczowie. To właśnie ksiądz dr A. Korczok zginął w obozie w Dachau; jest w Wikpedii. (Pytam o Richarda Henkesa, pallotyna związanego z Kietrzem, Branicami  -Znam go z z kaplicy w Strahovicach i książeczki dr B. Pospiszyla. Google 'ksiądz Richarda Henkes tyfus'.) Znalazłam "Anton Korczok",  'Richard Henkes' w rejestrze KZ Dachau. www.stevemorse.org/dachau/dachau/html

Moje zdjęcia: poniżej  kościoła stoją okazały budynek należący kiedyś do raciborskich Sióstr (zwany dworkiem) i lamus; rzeźba Kostuchy przy ruchliwym skrzyżowaniu w pobliżu Kuźni-Muzeum Sochów (Kuźnia istnieje od czasów Jana Sobieskiego i Bitwy pod Wiedniem.); widoki z górami i z końmi.

    

            


Do Tworkowa rzut beretem, a  Kietrz coraz odleglejszy. Kościół na wzgórzu kryje groby hrabiowskie/książece; ich ławkę kolatorską (po lewej)  oglądam przez szybę otwarto-zamknietego kościoła. Do  'ławy' jaśnie panowie wchodzili  osobnym wejściem, nie mieszając się z prostaczkami. Przykościelny cmentarz z wyłącznie nowymi  grobami, zawiedziona jest turystka z Pszczyny, ja też.


   

Poniżej wzgórza kościelnego ruiny zamku i duży staw (żaby kumkają, ale na zdjęciach ich nie widać). Bileterka-wartowniczka ruin prosi, by bez ceregieli dzwonić do niej pod podany numer, mieszka nieopodal. Bilet, bodajże 2,50 dla dorosłych, pozwala podejść bliżej sporych ruin, także wejść w jeden-dwa zakamarki, z braku czasu nie zaglądałam tam.

 

 

Z Tworkowa przez Bolesław do znanego już Borucina. Tuż za Tworkowem pomniczek przypomina o 3 nastoletnich ofiarach wypadku .

Duuużo dalej kapliczka słupowa  jakiej jeszcze nie widziałam  i droga, która jeszcze na mnie czeka.

W Borucinie skręcam w złym miejscu, dzięki temu trafiam na  lamus i kapliczkę przydomową z fałszywie zieloną cegłą.


  

Jeżdżę też autobusami i koleją. Po remoncie dworca kolejowego w Opolu, pojawiła się obok niego staromodna lokomotywa.


Strach oddychać. Znajmy spacerowicz (lat ponad 80) nie wierzy w zanieczyszczone powietrze w Kietrzu. Czyta swoją gazetę, słucha swojego  radia, ten temat w nich nie istnieje. Szczęściarz.


***

 

Na Rac.



Na Głub., to  przedwojenny spichlerz? Podobne widuję w okolicy, ten w Nowej Wsi.

                             

Listopad, Jama. Dziś są tam nowe zwały.

      


Grudzień, na skrzyżowaniu Matejki i Wojska Pol. przy  drogowskazie

        

I po szatniach

Na Długiej, Głub. i przy Biedronce oferują szczeniaki.

Na targu nawierzchniowa nowość

Ciekawie umaszczona Trejsi, lat 13

Brunatna wiewiórka na Okopowej, naprzeciwko muszli, moje odkrycie sezonu. Po tym odkryciu odkrywam w książce, że wiewiórki  mieszkają nie w dziuplach,  w gniazdach. Jest i gniazdo. (Słyszę, że wiewiórki są dwie, że mają przyjaciół po drugiej stronie muru. Murze ze szczekliwym psem.)


Niebo ok. 10 dni temu


Gospodarz kietrzański i koń, bodajże Kuba, drabiniasty wóz, lata 1960.

        

Jeden z moich ulubionych domów, ten nieduży żółtawy (w odcieniu morawskim). Remizę, dom  strażacki też lubię.

Tego ja i moje nogi nie lubimy.


Listopadowe winogrona na targu; aktualna kapusta na Niepodległości choinki na Długiej, przy Urzędzie (Śmiecą mieszkańcy.),  na kartce

          

         


12:17, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 listopada 2015

W tym roku z Chuchelnej  do Beli. W Ch. postraszyli hałasem; na rozstaju  leśna kapliczka,  w chuchelskim w lesie co krok  kuszące ścieżki.

W Beli miejscowości Labirynt na wzór średniowiecznych l. kościelnych. Kto nie mógł wybrać się do Ziemi Świętej pielgrzymował na kolanach  takim szlakiem (tu do przeczołgania jest 2,5 km). Dwa baseny z lodowatą  wodą; w wodzie jednego dnia rankiem dzieci, innego ja i  rówieśnicy płci obojga. I dzieci. Tu ujęcie pitnej w., łąka, spokój. Obok spory plac zabaw nie tylko dla małych dzieci. Kawałek dalej rybniki.



Za rok odwiedzę gospodę i rybne stawy Rotschildówdąb/dęby pomniki prz. pod Bohuslavicami. Zaskoczyło mnie w Czechach coś niemiłego. W Chuchelnej i dwu innych miejscowościach znienacka b. głośno  poleciały jakieś wiadomości radiowe albo coś podobnego. Tego się od nich nie uczmy.


W Beli w pobliżu basenów, labiryntu i ścieżki spacerowej spotykam psa  cane corso (mówi się kor-zo, nie korso i nie korzo); boserowaty  wielkości niemal cielęcia, sierść  ciemna szaroniebieska. Pies był nadzwyczaj dobrze wychowany (jaki właściciel, taki pies). Innego dobrze ułożonego psa ciekawej rasy spotykam później w Kietrzu; właściciel (także Czech) zdradza po chwili, że to ...  border, internet podpowiada, że Australian cattle dog. Jakby nieduży owczarek alz. o ciemnej szaroniebieskiej  maści, bodajże z brązowymi łatkami.  W Kietrzu w kilku miejscach trzeba bardzo uważać na nieułożone -albo źle ułożone- duże psy, które znienacka tak agresywnie się rozszczekują, że łatwo o atak apopleksji.

Korzystam z pięknej pogody i z Beli jadę do Zavady, gdzie ma być średniowieczny gródek (mokradłowy rezerwat, ptaki i dalsza ekspoloracja lasu pod Chuchelną nie dziś). W Zavadzie na zakręcie trafiam na sprytnie ustawione stojaki dla rowerów,  a w  lesie na ślady średniowiecznych szańców/fos, chybotliwy mostek dla ekstremalnych. Późno już,  zmykam do Bohuslavic, stąd świetną polną drogą do Bolatic. I do odległego Kietrza.

          

          

          

Głaz z  liczbą, może to czeskie 'A jego imię 44'.

Bohuslavice, kościół z nietypowym zwieńczeniem;  dąb/dęby pomnik prz. na razie mnie ominęły, ale dębowi rpp  na Żeromskiego w Kietrzu dobrze się przyjrzałam.

Owocne podróżowanie nierowerowe. Wołczyn; była synagoga, został tylko cmentarz i nieliczne groby.


Stacja PKP. Pociągi ciągle jeżdżą, do Kluczborka, do Wrocławia. Kas biletowa, bufet etc to tylko wspomnienie.

Nie ma jak u siebie

Małe 'zwierzęta' same się do mnie pchają (ale zasuszonego motyla spotkałam na asfalcie koło RGG). Pięciokropa biedronka mutant  w mieszkaniu, owad monstrum (tu powiększony) tkwił na murze obok domofonu (na plecach? na brzuchu?),  plaster miodowy  na chodniku kilka metrów dalej. Podobno biedronka wielce zmienną jest zarówno co do liczby krop jak i co do ubarwienia. Jako stary -mało elastyczny- pies  nie lubię tych trików, dla mnie biedronka=czerwona. Żółtych malin i pomidorów również :(


              

Psy się skarżą, że faworyzuję Xy. Ten pies nie szczeka bez potrzeby. Tak trzymać, kolego psie.

Po drugiej stronie ulicy (Okop.) piękne ptaki. Krewkie kolorowe koguty z białym kleksem, szara kura  w białe cętki i inne; część kuraków ma cyrkowe zapędy.

Wiadomo kto- Maciowakrze, Długa, Kośc., Łamaniec/podwórze, Żer. (zwłoki); drewniany zwierz w Jamie i przynęta w parku pałacowym w Kravarzu

                           

                                    

                   

(Skorzystałam z rady mądrzejszych i ostatnio rybie łuski usuwałam widelcem, polecam.)

T.G. zachował zdjęcie  głazu z Promenady, sięgał powyżej kolan rosłego mężczyzny. Ja mam w pamięci dużo mniejszy idealnie gładki. Inny?

Pierwsze cesarskie drzewo (inaczej paulownia) zobaczyłam w Suchej Psinie, kolejne w Kietrzu.  To rośnie na Żymierskiego. C. drzewo ma liście do 70 cm dł., nie licząc ogona i orzechowatą torebkę bez  nasion.

Pawilon i nas czeka wielka zmiana. Żałujemy zwłaszcza stoiska mięsnego.


Z pachołkami i bez pachołków. Spółdzielnia m. ustawiła pachołki w trosce o pieszych. A Hydrokan? Zdjęcia nie pokazują wszystkiego :(

Mój blok postawiono ok. 1965. Od tego czasu w naszej w klatce 2 z 9  mieszkań nie zmieniały lokatorów.

Przy koszu powyżej lubią stanąć pan/pani, czasem panicz ze sporym brytanem, pies zostawia wielką pamiątkę, idą dalej. Czasem pamiątka zostaje przed Łamańcem, w pobliżu Ośr. Zdr.

Książki  na placu targowym

Słowniki, poradniki, klasyka,  Wolter i Platon; 'Mistrz i Małgorzata' itp. Obejrzałam kilka, solidnie wydane, w twardych okładkach za niecałe 10 zł.

 Czerwono, zielono na Żeromskiego

***

Zapowiedziane bardzo przedpierwszowojenny cyklista i drewniana rzeźba z Bieńkowic, fragm. dworku w Stepankovicach jeszcze w dojrzewalni

01:37, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 października 2015

Ułatwiam sobie zadanie, tym razem najnowsze doniesienia z i spod Kietrza. Sterty innych zasobów jeszcze czekają.

W RGG wiele się działo, ja się zjawiam parę dni po sprzątaniu. W stronę Ściborzyc W. droga poszerzana, przed RGG sielski widok z brzózką, na Gipsowni popękana ziemia- susza? przyszłe zapadlisko? W RGG owady się uwijają. I Hubertus nie śpi.



Alejka- ścięto uschły kasztan; Jama niezmiennie w nieciekawych dekoracjach.



U wejścia na Promenadę nawet przy suszy grzyby

Lubotyńska,  obok pozostałości  cegielni Johanna Kotterby kwitnie nawłoć (znana także jako mimoza), na końcu ulicy wyrosła ścieżka edukacyjna; na Ceg.  mamy dom weselny.


Na Kilińskiego czarno, nie biało

Tymczasem Kietrzańska Niebieska Alternatywa? Szalony Kapelusznik? niebieszczą niektóre mosty i mostki; na Langenowskiej szpetnie pomazali mostkowy mur. Na Nadbrzeżnej 11 dom jeszcze stoi. Na Górskiej nowy dom wyrasta przy starym, inny nienowy się burzy. Na rogu Długiej i Górskiej atrakcja podziemna.



Remiza jeszcze stoi.


Na Raciborskiej czerwieni się u Sióstr i naprzeciwko.

Odnawiają i demontują na Wojska Pol i Głubczyckiej. Zniknie kolejny gmach Weluru? Jeden z posągów  na Rynku rewitalizują? Gazownia, zgodnie z zapowiedzią, na sprzedaż. Jest też kikut, awaria i niepogodna prasa (Gazeta Wyb.; o szaleństwach mówi J. Anderman).



Obok stacji PKP schody do nikąd, ostoja roślin (z nich bukiet dla sąsiadki) i dom, w którym mieszkała urodzona Raciborzanka z Solnej, Elżbieta Nozon (nauczycielka po studiach wiedeńskich)  z mężem;  Max Nozon był weterynarzem. Powojenne władze przeniosły ich do domku na Reja; teraz spoczywają we wspólnym grobie, wraz nimi brat Elżbiety. O Maxie nie wiem prawie nic, Elżbietę (1890-1987) znałam osobiście. Kto postawił ten dom na Bahnhofstr. 1? Kto to jest J.K.? Domniemywam, że mógł to być weterynarz Johann Kurzidim (takie nazwisko widzę na okolicznych cmentarzach, np w Czerwonkowie, znam też niemłoda panią w Dzielowie, której matka była z domu Kurzidym). Wiemy, że w 1895 pracował  w Kietrzu J. Kurzidim, weterynarz. Przyjęte było, że weterynarz, lekarz przejmował praktykę wraz z gabinetem i pacjentami po swoim poprzedniku. Znamy kilka nazwisk lokatorów tego domu z lat 1935 i 1940.


Wg wszelkich danych ten dom nosił nr 1 i stał przy ulicy Trzebomskiej /Thoermerstr (W domu nr 11 mieszkał Konrad Mateja). W l. 1935-40 jego lokatorami były takie osoby jak Bernard Hein dyrektor kasy oszczędnościowej, dr Eberhard Jezewski dentysta, Josef Gruner Bezirkinspektor, Herbert Giesel dyrektor Katastru na ul. Ulricha, Heinrich Gunter dyrektor fabryki (której?) i inni. Dom zachował niektóre z pieców kaflowych, pokojowych i kuchennych; podobno miał kryty basem na dachu. Dziękuję właścicielom za pozwolenie zrobienia zdjęć pięknych pieców. ( 'O' i 'U' w  słowach Thormerstr., Gunter i Gruner chciałyby mieć poziome ':')


W targową środę niespodzianie zamieniam kilka słów z radnym wojewódzkim a zarazem kandydatem na posła, Zbigniewem Ziółko. Dlaczego kandyduje, chociaż przed rokiem został radnym? Bo Poseł może więcej. Dlaczego go nie widuję w Kietrzu poza sezonami wyborczymi, dlaczego nie czytam w internecie, w papierowej prasie  o jego działaniach na naszą rzecz? Nie ma mnie na Facebooku, a tam Z. Z. pisze o swoich działaniach. O więcej nie pytam.

I to spotkanie było niespodziewane. Zwłoki zasuszonego motylozaura bażantowiaczka znalazłam na własnym parapecie, w ciemnym kąciku. Jaka to wstęgówka trudno powiedzieć, może pąsówka, może nie. Wolałabym z niebieskimi ciapkami- w. jesioniówkę, 'dość rzadką'. Moja raczej  'stosunkowo liczna', a przecież marzę o zobaczeniu/znalezieniu okazu z kategorii 'uważana za wymarłą'.

Ten nieduży zwierzaczek , także w suchym stanie, znalazł się u mnie miesiąc wcześniej.

Kietrz miastem kotów? Nie Kaczera? Zmienimy nazwę na Kociogród? Czarny na Żymirskiego, w pobliżu nieznanego mi drzewa; wyjątkowy przy śmietniku na Okopowej;  Biało czarny na Krasińskiego. Informacji związanych z historią Kietrza- -Czerniasem-Pręgowanym-etc raczej nie zdążę umieścić w blogu, dywersja f działa.

Zagra nam duet.

Profesor K. Gładkowski w Domu Kultury

Wreszcie dotarłam do jaru, niestety tylko do tego tuż pod Kozłówkami i tamy tuz poniżej jaru i zarazem poniżej Ecce Homo. Potem kicha a nawet dwie kichy i nie rower mnie, lecz ja go. W pobliżu jaru kwitną zimowity, jest też widok na Kietrz, ale przymglony. Z zagajnika wypada sarna, potem sarenka. Sporo kolorowych liści na drzewach.



Stoję na skraju idealnie pionowego w tym miejscu zbocza jaru, w innym miejscu wznosi się on ponad pole i wyraźny jest w  nim zarys szerokiej drogi.

Przed miesiącem przyszły przygnębiające wiadomości.

***

W mojej zatłoczonej dojrzewalni m.i.

J. Ćwik i jego pojazd; rzeźbiona Kostucha, domy w Stepankowicach, lecznicza woda i labirynt pątniczy w Beli.

    


01:15, open123
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 września 2015

Była  Praska Wiosna, jest Praska Jesień; do Pragi stąd 300km.

Hradczany  w dzień i nocą

Widziałam dwie kwitnąca magnolie (także ta Tomalów kwitła po raz drugi), nie padało i nie piekło, ale rozpięte parasole były. Czas burczaka, nie piłam, ale doleciał mnie jego zapach, podobno dolatywał i zapach trawki gdzieś w pobliżu szwejkowej piwnicy. Nieco dalej dostępne są Francuskie Frykasy z samego Paryża. O ile pamiętam, jedyny syn W. Szekspira (Hamlet) zmarł w dzieciństwie. W sklepie spoż. zobaczyłam czeskie chleby posypane mąką i ładnie przeczesane w podłużne prążki, kto chce wkłada je do maszyny i w mgnieniu oka są pokrojone. Chleb w środku brązowawy, smaczny. Ale czeskie lody znowu mnie zawiodły, zwłaszcza cytrynowe- z bryłkami zamrożonej wody. Także kofola nie dla mnie.

  

       

Od Szwejka  pędzimy do tramwaju, by oszczędzić nogi i na Hradczany wjechać. Mijamy Tańczący Dom, most na Wełtawie, Hlahola (stulatka zbudowanego dla ćwiczeń chóru) i Narodne Divadlo z Pegazami? i całą resztą. Gdzieś w jego pobliżu W. Havel tkwił w areszcie domowym. A secesyjnych rówieśników Hlahola, równie efektownych i z freskami, widzę tu więcej.

  



W Pradze połknęłam tę  książkę. Wydano ją po polsku? Także restaurację wegetariańską Maitrea mogę polecić- smacznie, przed późnym wieczorem tłoku nie było.

Schodząc Hradczanami w dół mijamy drewnianą bramę wjazdową  z promieniami słońca, mamy takie u nas. Po lewej, po prawej i przede mną zabytki, zabytki, zabytki. M.i. jakiś żółtawy obiekt, zielone latarnie, pałac Schwarzenbergów (sgraffiti wygląda tu ładniej niż na Ratuszu w Głubczycach), pałac arcybiskupi z gęsiami w herbie, olbrzymi pałac królewski, a za nim katedra św. Wita. I skromny grób żołnierski. Są i żołnierze, między katedrą i Wełtawą aż ciasno od zabytków, są też budki wartownicze. I ciągle mijamy się z rosyjskimi chłopakami, rozstaniemy się przy bańkach mydlanych 2m długości.




   

      

   

                


Rowerzystów widziałam kilkunastu, w śródmieściu jeździły segwaye (W tym jedna ok. 12 osobowa wycieczka, wszyscy z kaskami). Po pagórkowatym mieście rowerem nie jeździ się łatwo, piesze wędrówki też karkołomne- co krok przejścia podziemne   i stacje metra z holenderskimi schodami (b. stromo, stopnie wąskie). Są rowery do wypożyczenia (różowe), wszystkie kobiety chodzą na płaskich obcasach.

Na Starym Mieście słynny zegar astronomiczny, znany jako Orloj


Most Karola, ponad 500m dł, zatłoczony i pełen posągów; stąd wrzucono do rzeki św. Jan Nepomucena. Jest jego posąg i tablice, turyści polerują obrazki 'na szczęście'. Jest tu portrecista, są muzycy (oldboje grają Happy Jazz), itp; jest żebrząca staruszka.

 

Nie planowałam wielkiego zwiedzania, nie wchodziłam do wnętrz. Klęska urodzaju i tak przytłacza.

Kościoły. Św. Jerzego; nowoczesny kościół z zegarem XL; kościół  i pianino w pr. dolnym rogu (swego czasu porozstawiano takie pianina, by każdy chętny sobie pograł); św. Cyryla i Metodego (na nim tabl. przypominająca zamach partyzantów czeskich na Richarda Heydricha w 1942, szczegóły w internecie, polecam także całą rozmowę z taksówkarzem).

    

                                       

                      Byłam w ogrodach i parkach. Paw albinos gdzieś się schował, przy pałacu Wallensteina/Senacie zielony labirynt z ogrodem włoskim, fontannami i rzeźbami, 'sekretny ogród'  i sowy w ptaszarni.

      

       

Sekretny ogród/sztuczna skała (bodajże z XVIIw.), robi wrażenie.


          

Co jeszcze? Dom Czarnej Madonny, Złoty Dom, wieża telewizyjna (brr) i inne

        

  

                 

        

   


***

Olga Tokarczuk i kolejne 'Nike'


(Zdjęcia zrobiono w Nowej Rudzie, podczas  spotkań z pisarzami i w Kietrzu; tu J.Rudnicki, J. Bator, O.Tokarczuk,  trójkowy redaktor M.Nogaś i inny Kietrzanin, Piotr Skowronek.)

'Wieść po świecie gruchła.' Znana i uwielbiana pisarka Olga Tokarczuk znowu dostała Nike, nagrodę za najlepszą książkę roku. Tym razem otrzymała dwie Nike. Jedną przyznali jej czytelnicy 'Wyborczej' (już po raz piąty), drugą Komitet Nike (Taką Nike poprzednio dostała  za 'Biegunów'). Podziwiam 'Księgi Jakubowe' (znam je na razie tylko z odcinków radiowych) i niecierpliwie czekam, kiedy książka wyjdzie w j. obcych. M.s.z. świat się zachłyśnie. Także w Kietrzu pisarka ma oddanych czytelników, wiem, że dwu z nich cieszy się kompletnym zestawem jej powieści, z autografami! Może mają też jej tomik poetycki?

Adio, ulubione; Okrzei

Kolejny kot łamańcowy, prawdopod. potomek najpierwszych średniowiecznych kietrzańskich kotów ;)

Lubotyńska



00:26, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 września 2015

Rezerwat Góra Gipsowa, 'robocza' sobota 19 września, od 10.00

Nowi wolontariusze proszeni o wcześniejsze zgłoszenie się

(przez Facebook albo drop.org.pl.

Upalna lipcowa niedziela, ruszam do Krzyżowic szukać prapraprzodków X'a, który udostępnił nam zdjęcia swych przodków, tych z grobu na Okopowej i ich córki.

Kietrz-Czerwonków--Boguchwałów-Nowa Wieś-Krzyżowice i z powrotem przez Nową Wieś-Wojnowice PGR. W Krzyżowicach, jednej z  krzyżackich kiedyś wiosek, ślady dalszej przeszłości nieobecne. Na cmentarzu grobów sprzed 1945 nie ma.:(

Przy niestarym kościele pachołki (podobne przy mostku i pobliskiej kapliczce) i niekompletna płaskorzeźba.





Jednego z domów strzegą tu lwy (za parę dni we Wroninie zobaczę kolejny lwi dom), obok lwów częste  w okolicy 'jajka w kieliszku'.

Także tego krzyżowickiego budynku strzegą lwy, te lwy to produkt ostatnich lat.


Wspomniane lwy we Wronienie, jest ich na tym ogrodzeniu pięć.

Tuż za Krzyżowicami niechcący płoszę sarny, szczekają; na drugim końcu wsi milczy ta ptaszyna.

Do i z Krzyżowic przez Bogdanowice, konieczne do odwiedzenia. Kościół/sanktuarium przy nim wmurowane płyty nagrobne, cmentarz i nowy cmentarz.


 

 


Tym razem w B. znajduję dwie wspaniałe bramy, bramy jakich nigdzie indziej nie widziałam.

Złotnik (przypływa do tu spod Krzyżanowic), koło Złotnika boisko i drzewo z mini kapliczką.

Przy Bogdanowicach Nowa Wieś, a tam przy kościele  zewnętrzna dzwonnica



Na przykościelnym cmentarzu grób sołtysa i długoletniego pracownika Cukrowni w Baborowie. Do Cukrowni Jan dojeżdżał  pociągiem  z pobliskich Bernacic. Dziś nie ma Jana, nie ma stacji i pociągów, nie ma Cukrowni.

Domy w Nowej Wsi świadczą o zamożności wielu dawnych gospodarzy.


W Boguchwałowie stoi bardzo stary zabytkowy kościół, jego cenne wyposażenie wróciło zapewne z Krakowa, odrestaurowane.   Poniżej skromniejsza pamiątka z przeszłości

Wojnowice; tym razem zerkam na stawy, konie, krowy. Są tu ręce i jest chęć, postawiono kilka znaków drewnianych. Tego wędrowiec często w naszej okolicy daremnie szuka.


Zając przy drodze do Nowej Cerekwi.

***

Przeglądam świeżo kupione rozmówki polsko czeskie; 'dobry napad' znaczy 'dobry pomysł' (Oczywiście potrzebne są czeskie znaki diakrytyczne, których nie umiem/nie mogę dodać.)

Zrobił  Kietrzanin, nosi  Kietrzanin (frag. większej całości).

Nowy sklep na Głowackiego

Jeden  z żelaznych mostów się wyróżnił kolorowo.

Mnie to przypomina zabawę  'baran, baran buc'.

Na Długiej jest już dach, zamiast miejscowej Niebieskiej  tu Pomarańczowa Alternatywa (Mamy jeszcze w Kietrzu liczną Mostową Alternatywę Ni-to-ni-sio); dach kościelnej wieżyczki także już położono.

Zmarła Rozwita Katolik  dobrze znana różnym pokoleniom Kietrzan, rodzicom i dzieciom. Do Kietrza przyjechała z wioski Maciowakrze, pracę zaczęła w przedszkolu na Raciborskiej. Pamiętam, że syn Z. nie chciał iść do przedszkola, gdy jego ulubiona przedszkolanka, Rozwita, miała być  nieobecna.

Tłumnie odprowadzono ją na cmentarz.

    Ten pogrzeb odbył się zapewne daleko od Kietrza.

Zmarł  nauczyciel wf Marian Szymański. W Kietrzu zamieszkał tuż po skończeniu Studium Wychowania Fizycznego w Raciborzu (1973), na studia do Raciborza przyjechał aż z Hrubieszowa. Zgodnie z duchem nowych czasów pracował (krótko) w W. Brytanii,  jako budowlaniec. Kiedyś energiczny człowiek, amator antyków.


 




21:38, open123
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 lipca 2015

Najnowsze:

Polacy i Czesi znów pracują   w RGG

klejnocie przyrodniczym miasta Kietrz

sobota 19 września od 10.00

Dowiedz się więcej i dołącz

Dziś naprawdę paskudny widok (nieco dalej), nie dla każdego. Dziesiątki albo i ponad sto martwych stworzeń w jednym miejscu. Ale też aktualności z RGG (Niestety, pełno barszczu S. w RGG, w jego otoczeniu, w okolicy; niektóre okazy tuż pod RGG muszą mieć co najmniej 4m. Olejki eteryczne groźne w promieniu 2m. Do W. Brytanii barszcz sprowadzono jako roślinę ozdobną, do nas jako pastewną.) I inne najostaniejsze zdjęcia z okolicy, nieco wcześniejsze następnym razem.


W RGG, niedz. 19 lipca; żółto i różowo-fioletowo-niebiesko, motyle i inne stwory  bardzo zajęte, płoszy je płyn antykleszczowy :(









Dziewięćsił tuż przy RGG, rok temu widziałam ich tu kilka (w lepszym stanie).


Pod tablicą stoję  dokładnie o 11.50, słońce  przede mną też na 11.50, wg tablicy przede mną północ (na godz. 12.08). Widuję w RGG zagraniczników, także naukowców i nienaukowców z różnych miejsc Polski, zastanawiam się,  co myślą o gminie, w której taki nonsens widnieje od kilku lat. Koloryt lokalny? Już wiem, skąd się to wzięło, marna pociecha. Ogłupiająca teraz tablica stała nad RGG, w pobliżu stanowiska 4 i wskazywała północ, tam gdzie ona naprawdę jest. Z jakiegoś powodu przeniesiono ją na dół i ustawiono tak, jak dziś stoi.

!

Nowe wiaty widzę pod Rogożanami i w Nowej Cerekwii, przewiewne jak na Rivierę. Niestety, pod Rogożanami uwieczniona  w betonie żabia zagłada.



Były też martwe ryby w Troi, ja szukałam&nie widziałam. Widziałam zatykające Troję farfocle i dotarłam  do tej płycizny (z farfoclami) tuż za Kietrzem od strony Gródczanek.



***

Beata Szydło w  Głubczycach, słynna Nelly Rokita była także w Kietrzu.


Na Niepodległości roboty (wojewódzki dąb i jego alarmującu  mur mają innego właściciela). Także na Niepodległości hibiskusy (od kilku lat b. powszechne w gminie.)



ECO Okna?

Inwalidka doczekała się ułatwienia, rowerowego stojaka.

U Krystyny Kuśnierz; para zaprzyjaźnionych ptaków i hortensje. Jeden z krzaków hortensji przybrał rozmaite kolory, od jasno różowego po ciemno niebieski. W Kornwalii dla koloru pod krzewem hortensji zakopywano makrele, może i dzis tak robią). Hortensje, jak hibiskusy,  powszechne w Kietrzu i  okolicy.


Spoza nieszarych niebieskich chmur przezierało prawdziwie pomarańczowe światło, sprzęt nieczuły na subtelności:( Dziś o zachodzie niebo jest niespotykanie złociste, jakie wyjdzie na zdjęciu?



Oprócz ubiegłorocznych zaległości mam i nowsze, te ostatnie wkrótce, m.i. drewniany koń, dwie 'inne' bramy, najmniejsza kapliczka, bociany, koty, zając :( krowy i konie, ptaki. 'Samotne białe żagle' i  'suchego przestwór oceanu', na który wkroczyłam między Maciowakrzem a Wroninem.

  

Od dawna nie udaje mi się zdążyć z wizytą w pobliskim muzeum (podraciborskie Wojnowice: pałac i park,  muzeum wiejskie i  muzeum horroru). Zachęcają odgłosy chatki wiedźmy; sprawdźcie sami, wszystko jest zasygnalizowano w www.muzeumhorroru.pl.



21:11, open123
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lipca 2015

Odbyły się Zjazd Absolwentów 27 i  prezentacja książki 28 czerwca, a już w lipcu Odpust.  (A potem jeszcze mordercza upalna wyprawa Kietrz-Tłustomosty-Krowiarki-Szczyty-Maciowakrze-Wronin-Łańce-omc Szczyty-Łańce-Jastrzębie-Krowiarki-Maków-Pietrowice W.-Kietrz)


Na Zjeździe m.i.  Krzysiek, Jadzia i Andrzej, cała trójka z pierwszych i z drugiej ławki. Stoją w miejscu dawnego magazynku z tasiemcem w formalinie, szkieletem ludzkim itp. Gdzie się to wszystko podziało, nie umiałam pytającej zjazdowiczce powiedzieć. Ja pytałam m.i. o J. Szczupała i ród Gaszynów. A dowiedziałam się np, że nazwę 'Arrasowa' wymyślił dyrektor T. Zdanowicz. Dostałam, tomik 6-ty wierszy i kilka wizytówek, zebrałam sporo wpisów do 'Miniatur' J. Szczupała. Później pokazano mi obraz podarowany Xowi przez Szczupałów.

PTTK Racibórz w osobie S. Żółcińskiego zaprasza nas na rowerowe wycieczki po okolicy.


Z przyrodnikami o Rezerwacie

Dawny nauczyciel Liceum, Stanisław Różycki wiele razy z Raciborza przyjeżdżał do Rezerwatu GG (zaglądal wtedy i do pokoju naucz. Liceum). Wiele czasu poświęca Łężczokowi, spędził ok. 500 godz. oprowadzając po nim ok. 100 wycieczek, pomógł także zrobić program TV na jego temat.


Dwujęzyczną książkę B. Stojera 'Pietrowice Wielkie Od wieków wspólne- korzenie, wiara, tożsamość' wydano w 2 tys. egz. Na prezentacji wśród VIPów i tłumu publiczności przedstawiciele Czech, Nędzy, Głubczyc. Dzieje wioski, jej właścicieli, kościoła; ilustracje, kredowy papier; ja liczę na wieczór z autorem w naszym DK.

         

Książka dostępna u nas w Bibl. Miejskiej (tylko na miejscu). Wielokrotnie wzmiankowany jest Kietrz, wśród nazwisk dawnych Pietrowiczan znajdziemy nazwiska dzisiejszych Kietrzan, nasza rzeczka występuje tu pod nazwą Longawa. W pracy nad książką jako tłumacza pomógł m.i. rolnik i poeta (wyżej).

Do Pietrowic W. PKSem- deszczowo! Zanim pieszo wróciłam do Kietrza, beztrosko zabijałam czas przed prezentacją książki- bocian, kwiaty w ogródkach, św. Florian w drewnie. Potem przyjrzałam się obrazowi w kapliczce pod Grodczankami, podobny styl przedstawiają Jezusy na krzyżach koło ostatniego mostu na Troi i między Tłustomostami a Krowiarkami.


Kilka dni później roweruję przez Sudice i Krzanowice rowerową ścieżką w stronę  Pietrowic W. Omijam je, kawałek po torach i do Grodczanek, Kietrza. W Krzanowicach mini dzwonnica z czujnym psem, potem podchmielony emeryt w ubraniu pogrzebowym. Upał, jest ok. 13.00; on niewysoki , żylasty cały na czarno od kapelusza po obuwie, unosi ręce do góry i śpiewa:

'Graj muzyka, graj. 

Pudziesz do Frania,

Bydziesz kochana'.

Minęłam stację benz., skąd się wzięła ta polna rabata? Mostek na Troi ma  barierki i niespodziankę. 6-7 worków śmieci pod mostem, cuchnie niewyobrażalnie. Mijam nikiforowego Jezusa, w lewo i  torami pod Grodczanki do kolejnego mostu na Troi, gdzie zjadę na polną ścieżkę .


Betonowe płyty Rogożany-Dzbańce O. są ok, ale nasze i podobne w Krowiarkach nie bardzo uwzględniają interferencję fal. Na szczęście nieduże te odcinki z płytami. 'Za moich czasów' przerabiało się to na fizyce, były aluzje do mostu, który się pod nogami żołnierzy zapadł, odo tego jak uderzać młotkiem.

Odpust, uff, jak gorąco. Kramy i omnibus (Jeździło się 4 lata ciuchcią z Wołczyna do Kluczborka i z powrotem). Za parę dni zapewne odpust w Józefku baborowskim.


***

Kolejny gabinet kosmetyczny. Kolejne koty; fryzjerski wystraszony przez dwie kosiarki, kulturalno-rozrywkowy udaje się do DK. Oferta pracy, tu posada kucharzyka kusi, może by na 1/2 etatu?


Malwy na Wieżowej; inne kwiaty na Krasińskiego (przy nich podwórze całe w klinkierach od EvR), Okopowej i przy blokach. Pędzi kolorowy omnibus pietrowicki.



Kurtynka wodna?




23:12, open123
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 czerwca 2015

(A.Cz. sugeruje etnograf. i architekt. lokalności, żeby podnieść poziom blogu zadałam sobie  dodatkowy trud. Ale  mieszkańców naszej metropolii   N. Cerekiew, Maciowakrze, Kobierzyce etc  i rzeczy z nimi związane nie interesują. Dobrze, że już to wiem.)

Kapliczki z rowerowych rejsów i tę w Kuźni R.  amatorsko dzielę na grupy. Moje opus dedykuję Adrianovi Cz., aktywnemu miłośnikowi okolicy.

W Zespole Szkół w Krzanowicach, od współautorki, dr Kornelii Lach dostałam książkę o kapliczkach i krzyżach miasta; w niej zdjęcia i inf. o obiektach, ich pochodzeniu, historii; wykorzystuję tu inf. z książki.


Autorki dzielą krzyżanowickie kapl. na domkowe i słupowe, w  naszej pol.-czes. okolicy są jeszcze  inne.

I. Kapliczki z cegły, kamienia

1. W Kietrzu i pobliskich polskich wioskach widuję groty, małe jak nasze przy szpitalu i zamku i większe jak n.p. w Maciowakrze (ta wyżej), Suchej Psinie, Nowej Cerekwi. Są też groty mini w Krowiarkach  i pusta w Rogożanach.

Kietrz, przy  szpitalu

Dzierżysław

Mini w Krowiarkach i Grodczankach


Daty, fundatorzy starszych grot nie znani, groty zapewne pojawiać się zaczęły  kilkadziesiąt lat po widzeniu Bernadki (1858).

2. Kapliczki domkowe: tynkowane, z czerwonej cegły i ceglano-tynkowane. Ceglane bywają zdobione cegłą w innym kolorze; błyszcząca cegła najczęściej jest czarna, rzadziej zielona, w jednym przypadku także niebieska i biała; ozdobna matowa tylko w Księżym Polu. Ceglane kapl. z kolorowym elementem widziałam prawie wyłącznie w pow. raciborskim i w Czechach. 

Cyprzanów

Wiechowice

Sułków, jedyna tego rodzaju kapliczka nadrzeczna

Księże Pole, jedyna taka- dekoracja matową czarną cegłą

Wysoka, u zbiegu dróg; wnętrze i zew. nie przypadkiem efektowne- w pobliżu jest pałac i park.

Lewice


Pod Samborowicami; kapl. św. Tekli opiekunki zwierząt chroniącej także od wody i ognia. Kapliczka stoi u zbiegu dróg, przy niej lipy. Rozstaje dróg to ulubione miejsce złych mocy, dlatego też stawiano tam krzyże albo  kapl. (te ostatnie w towarzystwie lip albo kasztanów). Krzyż/kapl. stawały się też pomocnym znakiem drogowym.


Cyprzanów, tu kapl. bez wątpienia postawiona przez zamieszkujących dom, to także typowe. Właściciele stawiali kapliczki lub krzyże nie tylko przy swych domach, także na miedzy swych pól. Kap./krzyże przy drodze albo  wśród pól stawiano także w związku ze szczególnymi wydarzeniami w tych miejscach. Ta ma nietypowy dach.

Maciowakrze; jeszcze jedna wyjątkowa, ma trzy 'kominy' z   trzema krzyżami na dachu.



Maków. Zmarł wodny młynarz fundator,  jego córka i syn zmarli bezpotomnie, okazały młyn i kapl. w ruinie, zaniedbaniu. Piątka poniżej to wg wszelkich dany najstarszy typ naszych domkowych.

Pod Bliszczycami, zachowały się także lipy.

Tłustomosty


Trzebom

Dzielów; zaprzyjaźniona i jedna z moich ulubionych. Postawiona przez młynarzy, ich potomkowie bardzo ciekawi są daty postawienia, która może być ukryta pod dachem albo i zakopana w butelce. W 1945 gorąco było! Kapliczkowy Nepomuk posłużył jako snajper-atrapa celujący z pola przy kapliczce do drogi Racibórz-Głubczyce. Nie tylko bardzo przemókł, stracił kilka palców u rąk.

Na przykościelnym cmentarzu w Sudicach; niby niepozorna b. atrakcyjna, chyba jedyna w wiosce

Dzierzkowice

3. Kapliczki słupowe  (w pow. głubczyckim takich nie spotkałam); ceglane, tynkowane lub mieszane.

Jest też podgrupa zakratowanych.

(Zaś  kapl. domkowe można dodatkowo podzielić na głucho zamknięte i otwarte, jedne i drugie dzielą się jeszcze na te z częściowym dostępem do oglądu wnętrza i absolutnie bez niego. W tym ostatnim wyróżniają się Krowiarki  wyróżniają, mają najwyższa liczbę kapl. na głowę mieszkańca, a są one zabezpieczone jak Fort Knox. Troszkę tłumaczy to ruchliwa droga przebiegająca przez wieś, jednak nieprzejrzyste szyby w dużych oknach mnie zdumiewają. Hnevoszice też mają  wysoki wskaźnik i bardzo ruchliwą drogę, ale tam można zerkać przez szyby.)

Pod Opavą

Mikołaszek między Sudicami a Samborowicami, wyjątkowy bo w samym środku pól. Coś się tu zdarzyło? Biegła tędy droga Sudice-Grodczanki/Pietrowice W.?


Między Strahovicami i Kobierzycami

Trochę dalej przy tej drodze, już w Kobierzycach; wyjątkowy zestaw połyskliwych cegieł. Przykapliczkowy dom już nie istnieje.

W Krzanowicach i pod

Wg jednej z wersji poniższą kapl. postawiono, by duchy powieszonych na pobliskiej szubienicy nie błąkały się po polach strasząc ludzi. Kapl. krzanowickie mają swe nazwy, poniżej  Boży Muka/ Boża Męka. Mknąc z Sudic pyszną polną drogą dojedziecie właśnie do Bożej Męki, kawałek  dalej -już w miasteczku- stoi  Marzi Magdalena/ Maria Magdalena (powyżej).

4. Kapliczki wnękowe wbudowane są w dom, ogrodzenie albo mur oporowy przy kościele. Wśród tych ostatnich szczególną spotkamy w Lubotyniu. Jest ich tam kilka, ta jedna wbudowana po zewnętrznej stronie muru. Ksiądz przypuszcza, że była zwrócona w stronę nieistniejącego już pałacu.

Lubotyń, jedyna taka

Nasiedle, kapliczki niepowtarzalne. Przykościelne kapl. były/są osłonięte drzwiczkami i kryły sceny drogi krzyżowej malowane na blasze. Marzyłoby się przywrócenie wszystkim kapliczkom tych elementów

 

Branice, przy białym kościele kapl. jakich nigdzie indziej

Przy kościele w Jędrychowicach


W Sułkowie, Grzędzinie, Pietrowicach W. kapl. wkomponowane w ścianę domu lub ogrodzenie

Sułków

Grzędzin

Pietrowice W., tu mini-przylepka (są i groty).

II. Kapliczki drewniane

1. Domkowe

Kuźnia Rac.

Bogdanowice, św. Florian ma ułatwiona pracę, stoi przy rzeczce.

2. Słupowe

Baborów, cmentarz

III. Różne inne

W Hnevoszicach, Chróścielowie, Boboluszkach, pod Branicami, pod Jastrzebiami spotkałam  święte obrazy tworzące mini kapl. Maciowakrze, tu przy kościele słupowo skrzynkową kapl. zrobiono dla obrazu przywiezionego z pielgrzymki (W rogu przeciwnym wejściu wart zobaczenia kącik hrabiowski, sami  hrabiowie ze Szczyt pochowani w podziemiach kościoła.)

Boboluszki, młyn

Hnevosice


Maciowakrze

Skrzyżowanie nad Jastrzębiami


Kietrz, Wojska Pol.; mini kapliczka


Bliszczyce, krzyż to ili  kapliczka?

Kapliczkom patronują różni święci, nr1 to chyba św. Jan Nepomucen specjalizujący się w ochronie przed wodą. Okoliczne kapl. domkowe budowane są na planie kwadratu, prostokąta, półokręgu  albo tylko  zaokrąglone. Sklepione są płasko, kopulasto, ukośnie, beczkowato albo krzyżowo;  różne mają dachy, szczyty również przeróżne. Kapl. bywają dekoracyjnie zwieńczone, miewają sygnaturki, okienka, a nawet okna; otwory drzwiowe łukowate i prostokątne. Wewnątrz (także w pozostałych typach kapl.) chińszczyzna masówka, krajowy gips i tworzywa, ale i piękniejsze rzeczy. I, oczywiście, można je czasem otworzyć, najczęściej  nie.

Jabłonka

Vavrovice

Czerwonków

Kobierzyce

Bieńkowice


Bojanów


Szczyty

Pawłów

Dzielów


Zagadką jest dla mnie kolumna/słup w Zopowych. Cokolwiek łączy się z tematem.


Przy okazji krzyż z 1888 stojący przed dawną szkołą w Tłustomostach; bogato zdobiony, starannie odmalowany i to w czasach, kiedy dla wygody inne  krzyże, figury chlustane są wiadrem farby. Dlaczego pominieto ten krzyż  w spisie opolskich Nepomuków. To 'tylko' krzyż?


***

Na Rynku choroba i ślady iluminacji


W sobotę Zjazd Absolwentów, w ostatniej chwili lista zjazdowiczów się sporo rozrosła. Także w niedzielę się rozrywamy (nasza partyzancka grupa rozerwie się w Pietrowicach W.)

Jaśminy koło UMiGu, gigantyczny lubczyk (niektórym znany jako 'maggi') koło eks Bajki/GCI na Głub.

Korespondencja własna; Reja, 23 czerwca

Jeszcze kwitną tu piwonie, na gruszy widzę zawiązki owoców. Kot śpi? Tylko udaje, a naprawdę strzeże gruszek i czereśni? Ogon ma pasiasty, jak przystoi kietrzańskiemu kotu. Czerwone lilie to -jak słysz- korona św. Józefa; a powszechne w okolicy pomarańczowe lilie to efekt 'zdziczenia' lilii innych kolorów.










00:17, open123
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 czerwca 2015

Kapliczki czekają, niektóre ubiegłoroczne wioski też. Spotkanie 16.06. w Klubie już za mną. Przyszło może 15 osób, im i kadrze Domu Kult. dziękuje.

Kolejne Dni Kietrza i Półmaraton odbyły się (Mimo kosmetycznych zmian jedno i drugie przebiegało wg wzoru z poprzednich lat). Związana  z Dniami opuchlizna  głowy już odpuściła, noc przespać też mi się udało. I to by było na tyle, jak mówił mniemanolog stosowany prof. Stanisławski.

Dni Kietrza (i Gminy) to prawie wyścigi w Ascot


Zanim A. Duda został wybrany, tak było na moim progu i w USC.


Rogi nieaktualne, teraz Rohov  się z daleka  omija.

Zanim nadejdą kolejne Dni, może władze zachcą popytać maluczkich, od przedszkolaków po emerytów. Maluczcy mogą mieć pomysły na ciekawsze i niekoniecznie kosztowniejsze obchody. Nagrody, konkursy chyba niekonieczne. Wg ostatnich doniesień nagrody zniechęcają -przynajmniej dzieci.

Przechodzę obok GCI, mikrosekunda radości, otwarte!  Dzie tam, otwarto dla  półmaratonu. Myślałbyś  że w Centrum Informacyjnym, nawet tylko Gminnym, tętni/tli się  życie przez dzień cały, w Dni może i do północy. Promocja gminy- ciekawe materiały, mapy etcetera, jakieś triki oraz ochocza kadra (w Dni także wolontariusze i w GCI, i na ulicach). W stylu LekkimŁatwymPrzyjemnym jak operetka, porywającym jak wodospad, tnącym  jak piła tarczowa, porażającym jak makabra w horrorze. Szerzą, zaciekawiają, intrygują, wciągają. Swoich i gości. Do pewnych rzeczy podobno warto dopłacać. Mnie brakuje GCI także z powodów komputerowych, podobnie Halinie i innym. W języku dyplomatów reorganizacja=likwidacja? Welur, pociągi, basen, szpital, księgarnia- pa! Pa! Pa! Żywioły pochłonęły i centrum (Skąd u nas to zadęcie słowne? Nie n.p. punkt, tylko od razu centrum.)

Gmina ma nową stronę i gazetę. Gazeta dla mnie ciekawsza niż jej poprzednik Informator; ucieszyłoby mnie nazwisko zawodowej dziennikarki K.B. przy 'redaktor naczelna' jako oznaka choćby minimalnej niezależności pisma od bossów i delegowania zadań. A w stronie brakuje mi m.i. anonimowych uwag odwiedzających. W jednym i drugim mile widziane choćby aluzje do niedoskonałości włodarzy, UMiGu.  :( Mogłabym się cieszyć częstym sprzątaniem miasta, a nawet grabieniem siana- w poprzednich latach po skoszeniu trawy siano leżało w kłębach dopóki nie zgniło- jednak  posunięcia personalne, ich styl nie pozwalają.

Niegorąca niedziela, w drogę. Trafiam do Zielonej Budki przy rezerwatach; lodów nie ma, a przydałyby się. Sierozumie, weszłam na górę.  Drogi do Budki i Ostoi Zwierza nie polecam, w słoneczny dzień mogą się na niej wylegiwać wężowato-żmijowate (M.G. pod Raciborzem ujrzała i sfotografowała najprawdziwszą żmiję), a wysoka trawa nie sprzyja rowerowi. Jednak ornito-entomo-kosmitolog i tramp rajskie mają tu warunki (start z nowego cment. w Hnev.)

             


HH informuje o kobuzach, Wielki Ptak wyżej (orzeł przedni?) krąży mi nad głową i popiskuje- małe gdzieś w pobliżu? (Na dwu ostatnich zdjęciach powyżej identyczny ptak widziany przy drodze Księże P.-Kozłówki-Lubotyń i taż droga). Ptak dopadnie! Zmykam do wiatraka, na rozeznanie drogowe, na urodziny Richarda w Oldrziszovie, do ruin pod Pilszczem i wreszcie do domu (skrótem przez Gipsownię).

Pilszcz O.- Dzierżysław, udało się wyrosnąć głównie  trybuli (?);  wielki dziś w narodzie zapał do koszenia i to na b. krótko. Owady i inna drobna zwierzyna skazane wprost na wymarcie, organizmy wyższe nie mają dość pokarmu, rośliny nie mają szans na wydanie nasion. A tu jeszcze herbicydy i pestycydy. Kosiarze, poluzujcie.  Znani kosiarze, Brytyjczycy stwierdzili, że pobocza dróg są ratunkiem dla 700 ich dziko rosnących roślin, połowy brytyjskiej flory. W Kietrzu też czasem się coś uchowa. Ale uwaga;  moja porządnicka sąsiadka,  X. czyha na każde źdźbło :(

Gipsownia, myśliwi dożywiali kukurydzą.


Innej ładnej niedzieli w przeciwną stronę. W Czerwonkowie pojawiły się ułatwienia turystyczne; w Baborowie też widzę zmiany- na cment. tablica, przy zab. kaplicy napisy pod posągami świętych Nepomucena i Floriana (od wody i ognia) oczyszczone, czytelne. Oba morawskie. Na samej ulicy co kapliczka piękny dom Josefa/Józefa Muchy z równie pięknym ogrodzeniem, hurrra! Znalazłam jego grób na cment. (dom przedstawiałam we wpisie nr 15, tu w skrócie).

                        

Mieszanka wyborowa

Pod Klubem oferta dla maluchów i nie tylko, a dla osłony parasol albo i koszyk z Długiej. Przedtem/potem coś na ząb i nie tylko. Pod Światem Akoholi na Racb. kwitły nie tylko irysy, także nieznana mi roślina.



Około południa poprzedniego dnia (11.06.) pogotowie ratunkowe długo wyje na kierowcę, który zechciał zastawił na Woj.Pol. wyjazd z naszych wew. uliczek. Nic to, jak widzicie, nadal bez zmian. Dziś, 19.06. inny samochód godzinami zatykał uliczkę. Czekamy na nieszczęście?

Niepodległości zaróżowiona, szkolne ogrodzenie połatane i pomalowane, świeżo pomalowane

Czarnooki  Szabloróg Bezwstydny in flagranti? red-handed? na mojej poziomce nr3. Przynajmniej się wstydzi i nie śmie spojrzeć mi w oczy.




22:30, open123
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 czerwca 2015

Na Okopowej, Cegielnianej, Wojska Pol., Langenowskiej, Nadbrzeżnej (tej asfaltowej), Żeromskiego, w Trzebomiu, Oldrziszovie, Rakowie parada przydrożnych irysów (zwłaszcza żółtych). I nie tylko. A Sudicach zabytkowe gruzy i Mister Kozioł.

W mojej Poczekalni urlop długi; kapliczki&karawaka. Lub odwrotnie.

Okopowa zawsze w kwiatach?



Cegielniana



Wojska Pol.

Langenowska, tylko tu widziałam tygrysie irysy.

Żeromskiego, tylko tu zobaczyłam irysy liliowe.

Nadbrzeżna, dziś tylko jej asfaltowana część

Już 2 czerwca, a tu jeszcze kwitną tulipany. Nie białe, więc to nie maria kaczyńska; andrzej duda też nie,  za czerwony.

Parę dni temu w na zboczu Jordana kwitły konwalie.

Trzebom;  jeszcze nie czas  pomarańczowych lilii

Czarne irysy tylko tu, w Trzebomiu

Fioletowa kula w Trzebomiu, na Okopowej w Tajemniczym Ogrodzie jest ich więcej.

Oldrziszóv

Raków

***

Mieszanka wiosenna

Tak wygląda dziś przedwojenna szkoła ewangelicka w Sudicach.

Kawałek dalej zakręt do Trzebomia, tuż przed nim -po lewej- wśród zielonego zboża podejrzana rudawa plama. ...? Błyskawicznie się zerwał i bryknął w dół, ku wiosce, wielki wspaniały kozioł (sarna).

Save Our Snails, ratujmy winniczki; póki je mamy. Przy okazji, kilkakrotnie minąwszy Stadion (w drodze do ul. Głub.) słyszę jakby kumkanie wielu żab. Czy to możliwe? Żaby, polne maki - dawne zwyczajności- to przecież coraz większa rzadkość.

Ten Ślimak się cieszy i słusznie.  Wg wszelkich danych najpierw go przetrzymają w soli -żeby się odwodnił-, a potem żywcem ugotują. Każdy by chciał.

Koloryt lokalny? Promenada; poluję z aparatem żeby zrobić zdjęcie Wielkiego Ptaka -fiasko. Ale jest piwna kupa śmieci; z Al. Kasztanowej chcę łypnąć na panoramę okolicy- znów piwne śmieci. Wychodzę z domu -gigantyczna psia kupa tuż przy klatce,  psie siki przy i na murze to normalka. Przez okno chcę zerknąć na niebo- psy dwu  leniwych (jak nie X to Y)  'korzystają ze śródmiejskiej toalety', zostawiają pasożyty? Po tym skwerze lubią się kręcić maluchy, z naszego podwórka i te na zakupach. Mamy domofon i klatka bywa zamknięta, mimo to jakieś śmieci się w klatce walają.

W Hnevoszicach mają  kosze w wersji dyskretniejszej.

Szczypta optymizmu, Śmietnikowy Rudas jakby z lekka oswojony ze mną :)

Od lat i na wiele kolejnych lat pod Gipsownią śmieciowe pamiątki po gigancie. Taśmy perforowane, śmieć zabytek z epoki przed PCtowej

 

Był cyrk  i to z 4 polskimi flagami; pod Dino Pies; na Wojska Pol. Żyrafa i Komis (tylko ciuchy i akcesoria dziecięce, zegar i mebel w drodze wyjątku); coś przy Rynku.

Po śmiertelnym wypadku dziecka w Brzegu przed DK betonem mocowano kratkę ściekową (Tak mi to wyglądało, dziwacznie, przyznam. Niezabetonowana kratkę podnieść mógłby tylko Pudzian). Mnie ciarki przechodzą w innych miejscach. Szkło koło placu zabaw w Kietrzu, nisko wiszący kabel przy drodze pod Ścib. W, tu jeżdżą rolnicze megamaszyny.

Z innej beczki. Ten prawie szałas pojawił się na naszym podwórku jesienią. Przypomniał mi  dobre 'zamoje czasy'. Że na tym podwórzu istoty cz. zostwiaja puste szklane butelki nie chcę myśleć.

Już po Wyborach, po Nocy Muzeów, po Nocy Bibliotek. Najbliższe noce biblioteczne obmyślono w Pawłowiczkach i w Pietrowicach W. Pow. głubczycki Nocy Bibliotek nie robił; w pow. raciborskim tylko najbliżsi sąsiedzi dołączyli do pozostałych prawie 600 polskich bibliotek. Pietrowicka  Noc -m.i.  z filmami- przygotowana jest dla bardzo, bardzo  młodych (Dopiero się odbędzie się).

Na ten cytat właśnie trafiłam. 

Muchę (ścierwica mięsówka) upolowałam w RGG. Zięby (?) szalały wśród szyszek przy wejściu na Promenadę  jakieś 2 tyg.

Paprociowa droga w Ściborzycach W. (w Boże Ciało) i ażurowe czerwone liście przed granicą z Hnevoszicami.

21:01, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 maja 2015

AAAby nie przegap: 28 maja (czwartek) w Domu Kultury spotkanie z dr K. Maler i dr A. Szymczyną. Będzie  można kupić właśnie wydany drugi tom ich  książki o Głubczyckich Kresowianach.

We czwartek na Racib. 24 (niedaleko Długiej) otwarto restaurację Awangarda.

Piątek, Polaków dzień pierogowy. Awangarda serwuje to tradycyjne danie, porcja bardzo solidna, 10 pierogów. Smaczne, podobnie jak sałatki, buraczana i z cz. kapusty (mizerii nie było). Dużo światła, meble jasne, poduszki na krzesłach.

                     

Konie i furmanki dobrze pamiętam. Jeździły po miasteczku, przywoziły węgiel do naszego bloku; sąsiad M.P. był fabrycznym furmanem, jego perszerony woziły len i konopie ze stodół i stogów do działów fabryki, słomę na fabryczne łąki (na łąkach wymoczona i pozbawiona główek słoma schła), pakuły do wagonów. Poniższe zdjęcia pochodzą z czasów, kiedy Roszarnia obywała się bez koni.


W czasie wakacji codziennie długaśne kolejki wozów wyładowanych snopami lnu (rzadziej konopii) zapełniały nasza ulicę.  Pachniało lnem. Przy przejeździe kolejowym i Hucie furmanki spływały na Fabryczną z lewej i z prawej. Najpierw były to wyłącznie turkocące wozy z drewnianymi kołami, potem i ciche, z kołami na gumach (Roszarnia była także w Pietrowicach W.) Do niedawna przez Kietrz czasem przemykała furmanka, a konie orały działki jesienią i wiosną. Powojenny Kietrz miał przez długi czas kilku kowali, jednak nie każdy z nich podkuwał konie.Franciszek Paliga z Długiej podkuwał (jego brat Władysław był piekarzem).

Zdjęcie zrobiłam latem 2014 w Babicach.

Drzwi kościoła w Babicach zdobi krata skromniejsza niż krata drzwi na Rynku w Baborowie, ale również ładna. W murze przy cmentarnych schodach stare tablice nagrobne. Na cmentarzu różne rzeczy zastanawiają, m.i. ten sam  dzień śmierci Johanny i Anny Purszke.

Na zakręcie, którym jechała furmanka z trawą stoją kapliczka i pomnik św. Jana Nepomucena. Przy nich ogrodzenie jak przy sąsiednim okazałym domu. Domniemywam, że właściciele domu ufundowali kapliczkę i posąg wraz z ogrodzeniem.

Między Baborowem a Babicami przydrożny zielony krzyż z metalową elementem. Podobne dzieło kowala (zapewne któregoś Sochy) widziałam przy wjeździe do Bieńkowic, w pobliżu 'pańskiego' hotelu.

Maciowakrze, tu przy kościelnej bramie zwraca uwagę kamienna beczka. Niestety,  'Nikt nic nie wie.' Aż wreszcie przypominam sobie taką samą kamienną beczkę w kościele w Grodczankach, tam stoi w przedsionku kościoła. To żegnałczik (termin zasłyszany w Krowiarkach), jak sądzę stary, zabytkowy.

                        

Podobieństwo dostrzegam również pomiędzy zdobieniem  domu w Strahovicach a trzema dzbanami domu w Oldrziszovie (przed remontem, teraz tylko jeden dzban).

Ozdobny element willi Rychtraskich w Grodczanach zauważam na dwu domach w Nowej Wsi i w Dziećmarowych, Czerwonkowie. To zrobiona sztancą  odmiana rozety, jakby paw. Poniżej : 1. Grodczany, 2. i 3. Nowa Wieś ( Jest tu także na domu Sołtysa), 4. Dziećmarów, Czerwonków .

Przy kaplicy w  Strahovicach notka informująca o księdzu Henkesie. O Komisariuszach i Komisariacie Kietrzańskim, m.i. o księdzu Henkesie pisze dr B. Pospiszyl, a cienką książeczkę już opublikował. Dzięki niej wiem, że ksiądz Richard Henkes pracował w kietrzańskim przykościelnym klasztorze na Graf Gaschinstr. (dziś to ul. Niepodległości). Książeczkę pożyczyłam komuś, piszę z pamięci. O swym wujku, księdzu, który zginął ponieważ w obozie konc. odprawiał dla współwięźniów msze,  mówiła mi w Krzanowicach D. Ten sam ksiądz? Inny?

Zabiegano o przyznanie księdzu R. Henkesowi tytułu błogosławionego.

Także w Strahovicach (pomiędzy Rohovem a Chuchelną)

Brama JR

Te dwa anioły przypominają mi o  kościołach w Baborowie i Włodzieninie (ich anioły dołączam).

W drodze z Czerwonkowa do Baborowa trafiłam na dwie przydrożne czasznice olbrzymie (w Polsce pod ochrona, w Czechach nie chronione). Na zdjęciu większa z nich, but nr 22.5.

***

Zmieniły się władze, czy nadal nasza podwórzo-łąka będzie koszona w połowie przez Hydrokan, w połowie przez UMiG?  (Trochę dziwnie do tej pory bywało, zawsze przypominało mi dwie Polski wyborcze.) Czyja część bardziej zadbana,  nie potrafiłam zapamiętać. Dlaczego i wg jakich zasad wytyczono granicę, też nie wiem.

Ten pojemnik okrężną drogą do Kietrza przyjechał z Kresów. Nie było służby, która by regularnie troskliwie czyściła i delikatnie się obchodziła, oto skutki. Wg stempla jest to produkt fabryki metalowej Braci Buch, sprzedanej potem Norblinom. Ta warszawska fabryka produkowała  szlacheckie platery, wśród nich wielkie kawiornice, wiadomo-  na kawior. Fabrykanci niemieckiego poch., Bracia Buch (Na przełomie XVIII/XIX wieku takie nazwisko występuje wśród arystokracji,  alzackiej chyba) zaczynali od fabryki guzików Petersburgu, guziki do zobaczenia w internecie.

p. www.antyk24.pl; forum,  warszawskie platery

Trójkąt tego stempla podaje: 'WARSZAW', 'GALW' i chyba kursywą pisane SK. W środku grecka litera pi? cyrylicą p? W grafice Goolge są inne stemple B.Buch, takżę cyrylicą na guzikach petersburskich.

Mieszkańcy pewnego wielorodzinnego budynku w Kietrzu mają takie wspólne WC.

Takie, do stokrotek podobne, znów będą zdobić Okopową.


00:31, open123
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 maja 2015

    

                                                                                            

Mamy w okolicy ręce, które leczą zegary i inne rzeczy po przejściach- drewniane krucyfiksy, młynki, żelazka. Piękne zegary wybijają/wygrywają godziny, godziny i półgodziny albo godziny, półgodziny i kwadranse. Jeden z zegarów wygrywa melodię londyńskiego Big Bena. Nie dziw, że i mnie chęć posiadania starego zegara; z czym do gości cienki portfelu?

 

Ten zegar Mantke -jeszcze w rozsypce- wybijał godziny i półgodziny, zdradzają to dwa otwory w cyferblacie.

Przedwojenne zegary;  z ul. Adolfa H. (dziś Mickiewicza) w Raciborzu, 'wahadłowiec' ,  zegar kuchenny i kominkowy ze szlaczkiem.

                                         

RGG; sobota 2 maja, Czesi wycinają dla rozeznania kilka  barszczy. Deszczowa środa, 7 maja; 1 Czech, 2 Wrocławian, 3 Raciborzanki i ja pracujemy w RGG (wszyscy przyjechali na koszt własny i pracują za darmo). My grabimy coraz b. mokre, ciężkie siano i kolczaste gałązki, gałęzie, Dwaj Panowie noszą je na hałdy, M. robi zdjęcia (dwa pierwsze powyżej to jej dzieło). Kilka razy grabiły tu już studentki wrocławskie, ale i dla nas zostało.  W ostatnich latach nie tylko kosi się tu, wycina się także ostrężyny, tarniny robinie (tzw akacje). Dzięki temu odradzają się ciepłolubne rośliny, dla których powstał Rezerwat. Oczyszczanie przywróciło m.i. storczyki. Storczyk jajowaty, Listera ovata, już kwitnie, widziałam kilkadziesiąt egz. To drugie coś, storczyk drobnokwitowy?  jeszcze nie kwitnie.  We czwartek, 8 maja Bydgoszczanka2 zauważyła tu kilka jeszcze innych storczyków, w tym kukułkę bzową.

Chciałabym wiedzieć co to, może kwitnąc pozwolą się rozszyfrować.



Zanim przyjechał Racibórz, a reszta skończyła rozmowy w naszym UMiGu szukałam ciekawostek roślinnych, słuchałam kukułki i skrzeku bażanta. Znikąd pokazała się sarna, bażant da się zobaczyć kilka dni później, królika (zająca?) zdradzają tylko nory i ogryzione rośliny,  osy (klecanki polowe) osobiście się także nie pokazują. Fioletowo i niebieskie kwitną  dziewanny f., krzyżownica cz. i szałwia ł., jest mnóstwo białych kwiatów śniedka c.  i żółtych  wilczomlecza. (Okazałą zarazę  we czwartek zobaczyła tu Bydgoszczanka1).




                

Dowiaduję się tu, że do jeszcze 20 maja mogę zjadać młode listki lipy; zaliczyłam.

                        


We czwartek w Rezerwacie  spotykam Bydgoszcankę1, a pod Krotoszynem B2. Przyjechały z Bydgoszczy służbowo. Porozglądały się w RGG, znalazły tu m.i. okazały egz. rzadkiej zarazy i kilka rodzajów storczyka (nie kwitnących jeszcze), mi kukułkę bzową. Zajmują się ginącymi rodzajami dzikich pszczół (np porobnicą miodunkową)  i trzmielami. Wybierają się także do jaru pod Kietrzem-Kozłówkami-Księżym Polem.

                      

Do głównej części Rezerwatu planuję się przyłączyć sąsiedni kawałek. Rtb, radzę jeszcze ostrożniej niż w obecnym Rezerwacie. Nie tylko kleszcze, zdradzieckie góry&doliny, królicze nory i osy, także zapadliska, przyszłe zapadliska' i 'wodne oczka', których nie było. Poniższy wir tak świeżutko wyglądał w marcu 2013 (p. "Kietrz i okolice1" wpis XXXII), dziś jest zakamuflowany trawą, pytana o jego głębokość nie wiem co powiedzieć. Koszmarna czarną dziura wyziera spod źdźbeł, jak piaskowy lejek-pułapka mrówkolwa.



Przyglądając się tym zdjęciom z 2013 wreszcie  zauważyłam ślepia grubego zwierza. Jeden (dla zmylenia przeciwnika?) wybiegł, drugi -podobny do wilka-  został w barłogu. Dobrze, że nie zauważyłam tego na miejscu.


Odetchnęłam słysząc, że mapka na tablicy inf. RGG jest felerna. Od kilku lat wpatrywałam się w nią dziesiątki razy, łamałam głowę, ustawiałam się przeróżnie. Nic nie pasowało. O ile pamiętam, mapka wskazuje północ tu, gdzie jest pd-zach. Za to tabl. 'przystanek 2' poszła chyba do korekty, msz (moim skromnym zdaniem) niemal niewidoczny 'przystanek 3' trzeba by wynieść z dołka i wbić nieco wyżej.

Rezerwatowy ślimak się nie przejmuje, a krotoszyński czeka chyba na zająca (bielaka?), który przed godziną przemknął tędy ku zagajnikowi i RGG.

                               

W mieście jedni kwitną na Głub. i Wieżowej, inni wszędzie czyszczą, a osy się kręcą. Rocznice, koncert, spotkania itp, itd.  



Przy skrzyżowaniu Głub./Okopowa

W domu rozgęszczanie


Połowę stert z podłogi zabrał antykwariat z Raciborza. Połowę reszty przekazałam w dobre ręce, pozostałość to makulatura. Kolej na jedno z trzech biurek, stepper i może mikrofalówkę. W międzyczasie książek mi przybyło, dowiedziałam się też -z książki- czegoś o jerozolimskiej Ścianie Płaczu Wzgórzu Świątynnym. Tu podobno stał ołtarz ofiarny z Izaakiem, synem Abrahama, tu zakopano mojżeszowe tablice z dekalogiem, stąd wstąpił do nieba Mahomet. Przed chwilą się dowiedziałam, że matka Mojżesza była położną, od dr A. Kornguta z liceum kluczborskiego wiem, że matka perypatetyka Sokratesa również. Czy położnym wtedy żyło się lepiej niż naszym pielęgniarkom dziś?

W Koźlu nawiedzam chorą (obok Twierdzy i Muzeum) i fotografuję jej schody, potem odrobina turystyki- wreszcie dochodzę nad Odrę i łypnię na prawobrzeżny bulwar, nie ma czasu na zwiedzanie.  Muzeum we wtorki nieczynne :(

Jadąc do Koźla (w Szonowicach chyba) mijam kapliczką z zegarem. Pieknie domknie ten wpis.





                         

23:24, open123
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 kwietnia 2015

Było wielkanocne drzewko i zając z Piernikowej krainy w Pilszczu.

Wielki Piątek- placek śniegu obok zakwitającej magnolii. Tydzień później magnolia w żółtym towarzystwie.

Promenada też zażółcona, ale zarośla przy Gipsowni, borsuk Pradziad, jabłoń pod Trzebomiem i trawnik przy Pawilonie trzymają się bieli.



Kiedyś nazwą nasze czasy Kulturą Worków Foliowych albo jeszcze paskudniej. Ale mój skwer od wieków nie był tak czysty, śmieci regularnie są zbierane.Najwyraźniej w Głubczycach też usuwają niepotrzebne (Ostatni autobus odjeżdża do Kietrza o 16.03., połączenie z województwem w zaniku).

Idę do kina, tuż pod nasza klatką ludzkie guano, nieopodal butelka w koszu, ogryzek w oponie. Taki koloryt?



Dayli parą razy rozwijał czerwony dywan.

Meandry w mieście Troi bardzo na miejscu.

Stanisława Szwec była tkaczką, potem brakarką w Zakładzie nr 2.

Był kolejny maraton filmowy (towarzyszyła mu dodatkowa atrakcja- wyłączenie prądu na kilka godzin) i rocznica. Na targu cuda niewidy i niebieski flakon.


Z przyrodą spotykałam na łąkach wokół Trzebomia , był bażant, były lisie zwłoki. W HH mnóstwo fiołków leśnych i konwalie w gotowości. Byłam też w wielkim parku (arboretum) za Opavą.


W podopawskim  arboretum w pobliżu wejścia tłumy ludzi, w tym rodziny z dziećmi, wycieczki z przewodnikiem. Stragany, piwo, miody, budki lęgowe; jazda konno, gra w krokieta i w klasy/chłopa. etc. Palmiarnia, ptaszarnia i zoo z kozami, baranami. A parę kroków dalej prawdziwy park, ogromny, zadbany i bez tłoku. Tu po trawie się chodzi, a nawet piknikuje.


Mini tulipany i sekwoje. Tulipanowiec i cieszynianka wiosenna. Drzewo gigant i żywotnik olbrzymi.



Okazałe tuje olbrzymie, tulipanowce i inne giganty, ale i mnóstwo kwitnących już krzewów. Alejki i polanki.





 

23:22, open123
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 marca 2015

Przedświąteczne Porządki, odkrywanie zakurzonych różności i wyścig z czasem. O! Co to, bezcenne zapiski z dzwonnicy w Pilszczu? Rok 1498 to wiek, oczywiście, XV.


Dziura w niebie (07-07- '14); zawsze optymistyczny Jan, prawie Kietrzanin ze Śc.W.; na czubku długopisu  owad, który mnie odwiedził w lutym. Przepisowa drobiowa rodzina 1:6 z Trzebomiakaczęta w Dzierżysławiu i b. szczekliwe psy w Rohovie:


Rzadki widok Łamąniec bez gołębi

 

Od podwórza :( Lokatorzy nieustannie próbują szarzyznę-brzydotę złagodzić.

                 

Nowy plac zabaw; praca wre, coraz więcej wkopanych rozmaitości. Niektórzy patrzą i nie dowierzają. Zanim zrobiłam zdjęcia przeczekałam traktor i 2 tiry. Podobno plac ogrodzą, tego na Rynku nie ogrodzono, a sporo osobówek obok niego przemyka.

Poprzednie samochody X'a

Wjazd do Opawy od Pilszcza. ( A podobno 'Koń jaki jest każdy wie.') Pamiętam stado kombinackich krów pasących się na łące przy cmentarzu, pędzonych z łąki na Zatorze i w oborze na Zatorzu. Nawet ze dwa razy chodziłam do kombinatu kupić 'mleko prosto od krowy'.

Lecą hasła 'Rewitalizować Rynek', 'Kawiarenki', 'Brukować.' Gdzie będą parkować zmierzający do Ośr. Zdr. i sklepów, usług? Pojadą do Raciborza, Opawy? W dni targowe także przy PKSie i na  Matejki wiele samochodów. Dla mnie rewit. Rynku to wisienka na nieistniejącym torcie, to kładzenie parkietu w ruinie. Kto tu zainwestuje, kto skorzysta z nowych usług? ('Gdzie ten śmiałek? Ja, zakrzyknął wnet Matołek, miał wypchaną gruba kabzę. Z dolarami miał tobołek.' E, nie; to chyba nie tak było.) Skąd niebogaci Kietrzanie wezmą pieniądze na takie wydatki? Z pieniędzmi gminnymi też cieniutko, z długami lepiej. Może by ożywić Jordan, zamknięte GCI?

12.04.2015- kolejne wydarzenie wyborcze

Na tym samym słupie smutna informacja o sąsiadce

Zanim postawiono Dino dwukrotnie przeszukano teren. Na parceli znaleziono m.i. obiekty z epoki brązu, wczesnego średniowiecza i z czasów słowiańskich. Kierownik arch. mówi, że zapewne drugie tyle zostało w  ziemi.

Z epoki brązu m.i. osełka i wielofunkcyjne narzędzie- skrobak, nóż etc (tu w jego naturalnej małości).                 

   

Wczesne Średniowiecze, szlaczki coraz bardziej urozmaicone.

      

Słowiański ułamek.  W domostwie  prapra...  Kietrzanina,   zasadźcy/wójta  Kaczera herbu Pielgrzym używano takiego naczynia? Tego naczynia? Jeśli zasadźca naprawdę nazywał się Kaczer, to dlaczego? Chodził jak kaczka? Delektował się kaczą zupą? ...?


Bardzo mi brakuje w Kietrzu tego, co jest choćby w Grodczankach, pamięci o przeszłości, informacji 'turystycznych"; inny powiat, inna kultura. Są Kietrzanie, które na własna rękę coś 'w tym temacie' robią. Któż nie widział atrakcyjnych  zdjęć dawnego Kietrza w Ludowej? Także biuro Spółdzielni Mieszkaniowej przypomina, jak kiedyś wyglądało miasto.

Ulica Matejki od Woj. Pol. w dół. Ku nam wysuwają się kościół ew. i synagoga, w środku Pedagogium, żydowska szkoła. Nad nimi narożny budynek z delikatesami.


Dzięki inf. od K. i ja odnalazłam zapomnianą przeszłość, ruiny ponad drogą Racibórz-Głubczyce, w lasku dzielowskim. To pozostałości ośrodka m.i. szkolącego miejscowych  chłopaków na żołnierzy.  Cenniejsza niż ruiny jest dla mnie dawna droga  Dzielów-Kietrz. Kiedy padnięta wracam okrężnie przez Dzielów, Raków, Tłustomosty zgrzytam zębami.  Droga (ścieżka rowerowa) będzie rewitalizowana  za jakieś 25 lat (O ile wcześniej na rynku w Kietrzu nie posieją lucerny, kukurydzy).

                

                

Skrzyżowanie; przed rowerem -w ostatnią parzystą środę oznakowanym na Policji-  droga do Rakowa. z tyłu 'ucięta' droga  do Langowa/Księżego Pola, w lewo do Tłustomost.

Dzięki H., wiem, że w tym miejscu w Kopaninie (powyżej Amandowa) było wojskowe lotnisko. Było także więzienie dla przymusowych robotników i duża obora;  mieszkało tu 6 rodzin folwarcznych pracowników. Po lewej droga do szosy Krowiarki-Szczyty, przed nami teren lotniska.

To już w Krowiarkach koło pałacu, widać morawsko żółty budynek gorzelni.


Nazwiska absolwentów (2)

Największa grupa nazwisk pochodzi od imion, od świętych patronów. Nazwisk na litery od A do D włącznie jest 160, te pochodzą albo moga pochodzić od imion: Adamowicz; Aleksiejewicz; Andruchowicz i Andruszczyszyn od Andrzej; Artymiak; Banasiak od Benedykt, zdrob. Banas; Barabasz; Baziuk od Bazyli; Bedryj i Biedrzycka od Biedr/Biedrzyk/Biedrzyj; Beniak, Benikas, Bieńko od Benedykt, Beniamin, zdrob. Bień; Błażków; Bogóniewicz i Bognuniewicz; Bończyk od Bonifacy; Bors od Borysław, zdrob. Borys, Borsz;  Broniewicz; Budzińska i Budzyńska od Budzisz/Budziej; Bujniewicz od Bojomir, zdrob. Bojan; Caruk od Cezary; Chociaj od Chociebór, Chociebąd, Chociemir; Domaradzka i Domoradzka od Domarad, Domorad, Domerad, Domrat; Chodorowski od Teodor/ Fiodor. Czy Bala pochodzi od Baltazar, a Domino od Dominik? Wśród nazwisk na pozostałe litery  są  m.i. German od German/Herman; Gorzko od Gościsław, zdrob. Gośko, Gosko; Iluk od Ilia; Kiryluk od Kirył/Cyryl;   Sawić, Sawicka, Sawka i Sawulska od Sawa.

Niemal wszystkie powyższe imiona można -jako używane już w XII i XIII w.- znaleźć w dostępnej w także internecie ENCYKLOPEDII STAROPOLSKIEJ ILUSTROWANEJ  Z. GLOGERA (pod hasłem 'imiona').

Tradycyjne ciastka tureckie tym razem zreformowałam dodając kakao (te ciastka lubią się w piecu rozpłynąć), jajka też w pogotowiu.

                   

Wesołych Świąt



16:54, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2015

Głubczyce

Z konieczności bywam w sercu powiatu. Takie skrobaczki do butów pamiętam z dzieciństwa, także przed blokiem na Woj. Pol. pod koniec lat 1970 była podobna; zdjęcie pochodzi z Głubczyc.


Poniżej: drzwi w pobliżu narożnej księgarni; dom między starym szpitalem a kościołem; Zielone Zdrowie- dobrze zaopatrzony sklep zielarski między tymże exszpitalem a targowiskiem i jedna ze szkół na Kochanowskiego.

Polecam. W tym sklepie dostałam herbaty owocowe (owoce luzem) zwierające 100% podanego owocu (opakowania 5 dekowe, owoc maliny 8,80, owoc dz. róży 4,60zł), Był także kwiat hibiskusa (podobne op. za 3,80); w Kietrzu na targu hibiskus jeszcze korzystniej- 10 deko za 6zł, jednak bywa  nieczęsto. Dostępna czasem w innych sklepach herbata 'malinowa' w saszetkach zawiera malin ilość śladową (1-2%).


Przy Lidlu dawna słodownia i narożny dom z przylepkiem (oba medalionowe). Kilka kroków dalej słup ogłoszeniowy pod bezherbowym lwem; wracając do centrum i PKP/PKS budynek PZU (5 zdjęć) i również 5 razy WV; co krok zagadkowe włazy. Po zrobieniu kursu z cegielnictwa chyba kolejny  z włazologii. Włazy K, S na mojej trasie dominowały, po 5-6 sztuk. Dwa ostatnie tutaj, K i R, leżą w Kietrzu (Okop. i Dł.).

Wstępna teoria: K jest nie od Katscher/Kietrz lecz od keine; litery są wskazówkami dla  poszukiwaczy skarbów, stąd  S jak Silver/Smaragd, R nie dod Ratibor lecz od Rubin. Zrozumiałe jest, że nie widać L djak Leobshutz, albo G jak Głubczyce (lub raczej Gold). Chyba widziałam B jak 'Brillant', ale może to tylko starte już R? Spirala  ma poszukiwaczom zamącić w głowie? Pamiętajcie, że lada dzień Prima Aprilis i, że nazwałam to wstępną teorią.

             

  

  

  

Te tulipany związane są z Pilszczem, a pomarańczowe lilie wiosną kwitną wszędzie w Trzebomiu.


 

Nazwiska absolwentów (cdn), w czerwcu zjazd absolwentów Liceum. Nazwisk absolwentów Liceum z lat 1949-2000 w biuletynach zjazdowych- jest nieomal 1000, najczęściej  powtarzają się Czajkowska/-i, Kozłowska/-i. Zajmując się nimi chciałam podglądnąć w jakim świecie żyli przodkowie absolwentów, gdziekolwiek by nie wiedli życia. Sądziłam, że amatorsko rozgryzając etymologię nazwisk zerknę w przeszłość. Niemal dobiegłam do mety, ale taśmy nie przerwałam z powodu kilku  przykrych ograniczeń. Wśród częstych zaskoczeń były Steciw jako pochodzące od Steć (Stepan/Stefan), kułaga- rodzaj bułki, Podłowski od podłowczy, Dzieńdziora od dzieńdzieć-śpiewać, biegus- rodzaj ptaka, bułat- stal damasceńska, co prawda znawcy tematu przypominają, że etymologia nazwisk to zwykle tylko zgadywanie. Wiele łamanie głowy zapewniły mi np Janczura (od Jan, jak Stachura od Stach), Gadżała (pochodzenia wschodniego, jak sądzę) izagadowe  Kirrziejonek (pisownia niepewna).

Koty z pręgowanym ogonem i inne: Białas z Tłustomostów; Pink Skjold; Sponsorowy nadmiernie przez Matejki i Woj.Pol. (tu przed i po posiłku) oraz Płochliwy Śmietnikowiec z tego samego rejonu (tamże śmietnikowy szczur nie chciał zdjęcia).

             

Psy. Tę Lassie spotkałam w Bolku w Rac.; w ub. tyg. tu przed pawilonem miałam przyjemność  obedrzeć kolano i uszkodzić dłoń (koślawy beton);  pies z Żeromskiego, ma krewniaka na Kochanowskiego?

 

Najgorsza w prowincjonalnym życiu jest szarzyzna. Skręca mnie z zazdrości, gdy się dowiaduję np o nie całkiem poważnych chórach narzekań mieszkańców Wrocławia, Birmingham, Budapesztu, Petersburga, Tokio, Kopenhagi itp. Dobrze, że mogę chociaż patrzeć i słuchać (www.complaintschoir.org i youtube). Dlaczego Kietrz nie dołączy? Niewiele prócz dobrych chęci potrzeba. Z przyczyn obiektywnych mogę sobie zapewnić tylko mruczando narzekań mieszkanki K.

Kresowy Stanisławów to rodzinne miasto dziennikarza T. Olszańskiego, pół Węgra po matce. W jego wspomnieniach o Stanisławowie znalazłam wzmiankę o bratniej dla mnie duszy z ceglanym bzikiem (wspomniana cegła nie zmieniła się w proch) i wyjaśnienie dzięki czemu nasze Kasia 'Cymbałerka' i jej matka Róża mogły przeżyć zagładę Żydów na Węgrzech (że były wtedy na Węgrzech, wiem od lokalnej pielęgniarki, wiem też, ze Kasia znała węgierski). Przez krótki wojenny czas Kresy graniczyły z Węgrami, a żołnierze/oficerowie węgierscy w plombowanych przez siebie wagonach wywozili z Kresów zagrożone osoby i zapewniali im odpowiednie dokumenty nie zdradzające np żydowskiego pochodzenia.

Wśród rzeczy, na które patrzę nie widząc były drzwi z Krasińskiego. Marzą  o troskliwych rękach uwalniających je od grubych płaszczy  farby.  Zwłaszcza lew(?) się dusi pod nimi.

2015, w Kietrzu będzie się działo (donosi nto), bowiem Kietrzańskie Stowarzyszenie Kulturalno-Sportowe planuje 11 imprez, w tym kulturalnych 0. Od dawna zastanawia mnie słowo 'kulturalne' w nazwie, w dodatku przed  'sportowe'.

Dąb na wylot dziurawy, sprawdźcie sami.

                                       

Jest pamiętany przez niektórych z cmentarza piękny czarny posąg Jezusa z przestrzelona głową! Już nie czarny, wys. ok. 110cm, metal nie przyciągający magnesu; tylko wlotowa dziura, pocisk być może wewnątrz.

                                      

 

Był śnieg tej zimy. Zdjęcie zrobiłam przed 6.00 rano 5 lub 6 stycznia.

                      

16:34, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 marca 2015

Informujący  o Kietrzu lubią twierdzić, że mamy tu wiele zabytków, a potem wyliczają 3 kościoły i dwie figury. Podobnie tragikomiczne brzmi dla mnie słowo międzynarodowe użyte w opisie lokalnych imprez polsko czeskich/czesko polskich. Za pierwszym razem miałam nadzieję, że tego słowa  użyto żartobliwie :( Przyznaję, zwątpiłam i sprawdzałam je w słowniku. Nie lubię też słowa pan (panie chyba nie istnieją) nadużywanego?  w całym kraju (pan prezydent, pan burmistrz, pan doktor, pan dyrektor, pan naczelnik, pan kierownik) w mowie i piśmie. Wg mnie 'Prezydent'/'Prezydent Y', 'Doktor'/'dr X' są rzeczowe i dostatecznie grzeczne w oficjalnej mowie.

Baborów ma naprawdę wiele zabytków i zabytkopodbnych rzeczy. Ratusz i kamieniczki przy Rynku -ale stacja benzynowa :( - domy na innych ulicach, dworek; piękny cmentarz pełen starych grobów rodzinnych i pojedynczych, kościoły i kaplica, figura maryjna, kamień pokutny; cegielnie, cukrownia, płatkarnia, stacja PKP i hotel, wielki spichlerz, szkoły itp. Kiedyś Baborów był miastem szewców, kolej pomogła mu stać się miastem ogrodników. Kolei nie ma, ogrodnictwo sobie radzi. Kietrz nad Baborowem góruje chyba tylko posiadaniem szkoły ponadgimnazjalnej i cukierni, księgarni nie ma żadne z nich. No, tak. W Kietrzu mamy jeszcze pływalnię.

                  

  

                                         

            

                 

                 

                    

                 

                 

Ta sam rodzina mieszka w tym miejscu od 400 lat. Domu i ogrodzenie uszkodzone przez wojenny pociski.

                   

                             

                

             

   

                     

                     

                          

                

               

               

Rodzinny grób właścicieli dworku/pałacu w Rakowie. W rakowiaczek.pl relacja R. Hofrichtera z wyprawy po zwłoki ich syna poległego bodajże w 1915. Niżej frag, tablicy poległych sprzed kościoła w Baborowie i nazwisko poległego syna. Napisano 'Gust. Latzel'.

                      

W wielu miejscach widoczny już powyżej motyw anioła/putto i kwiatu słonecznika, jest i nieczęsty gdzie indziej motyw liści kasztanowca i muszli.

               

                    

Drewniany kościół otwarty kilka razy w roku, murowany zastać otwartym  nieco łatwiej.     

               

                  

                               

Przy kościelnym murze zagadki

                  

                      

 ***

Było kino, jak się okazało fuksem przywieźli film 'Disco polo' w dzień po jego wejściu na ekrany.  'Bogowie' wraz ze mną oglądało 120 -150 osób, na kolejny film czekała mniejsza grupa, 25-30. Z filmami przyjechały popcorn i napoje (po cenach niższych niż detaliczne). Wstępne kawałki były tak koszmarnie głośne jak w innych kinach, film główny miał dźwięk znośny. Za miesiąc przywiozą film, na który czekam? Rozśmieszyła mnie informacja, że po filmie dla dzieci wyświetlają kolejno dla młodzieży, seniorów, a potem dla dorosłych. Jednak to niegłupie, człowiek w wieku senioralnym zmierza do dzieciństwa.

                     

00:54, open123
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2